• Kościół jest tam, gdzie jest prawdziwa wiara

    — Święty Hieronim

  • Ks. Tadeusz Guz Msza Święta jako centrum życia człowieka 5

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    Pozdrowienie na początku Mszy św., które stawia nas przed obliczem Boga, uświadamia nam, że stoimy przed pełnią miłości – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz. W czwartek, 17 sierpnia 2017 r., w Szczecinie rozpoczęły się rekolekcje dla rodzin. Poprowadził je ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz. Tematem rekolekcji było: „Msza Święta jako centrum życia człowieka w małżeństwie i rodzinie”. Rekolekcje trwały do niedzieli, 20 sierpnia 2017 r.

    https://youtu.be/tbeS0OCG86M

    http://naszdziennik.pl/galeria/192043,msza-swieta-jako-centrum-zycia-czlowieka-cz-5.html?t=9


  • Ks. Tadeusz Guz Msza Święta jako centrum życia człowieka 4

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    Chrystus pojawia się jako ta Osoba Boska, która w pełni czasu staje się człowiekiem – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz. W czwartek, 17 sierpnia 2017 r., w Szczecinie rozpoczęły się rekolekcje dla rodzin. Poprowadził je ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz. Tematem rekolekcji było: „Msza Święta jako centrum życia człowieka w małżeństwie i rodzinie”. Rekolekcje trwały do niedzieli, 20 sierpnia 2017 r., Szczecin, cz. 4.

    https://youtu.be/sVtYZRQLG0Y

    http://naszdziennik.pl/galeria/192003,msza-swieta-jako-centrum-zycia-czlowieka-cz-4.html?t=9


  • Ks. Tadeusz Guz Msza Święta jako centrum życia człowieka 3

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    Potrzeba nam świadomego katolicyzmu – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz. Od 17 do 20 sierpnia 2017 r. w Arcybiskupim Wyższym Seminarium Duchownym w Szczecinie odbywały się rekolekcje dla rodzin. Poprowadził je ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz. Temat rekolekcji brzmiał: „Msza Święta jako centrum życia człowieka w małżeństwie i rodzinie”. Podczas nich, w czwartek, 17 sierpnia 2017 r., odbyła się dyskusja na interesujące uczestników rekolekcji tematy. Szczecin, cz. 3

    https://youtu.be/aBXpFfNtL6g

    http://naszdziennik.pl/galeria/191931,msza-swieta-jako-centrum-zycia-czlowieka-cz-3.html?t=9


  • Ks. Tadeusz Guz Rozprawa nad życiem i zdrowiem

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    Niepokalanów 12 sierpnia 2017

    Ani jednej sekundy nie powinniśmy oderwać od Pana Życia – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz. W czwartek, 12 sierpnia 2017 r., pielgrzymi przybyli do sanktuarium w Niepokalanowie modlili się w intencji służby zdrowia. Modlitwa ta była związana z Wielkim Zawierzeniem Niepokalanemu Sercu Maryi, które odbywało się w Niepokalanowie w dniach od 6 do 22 sierpnia 2017 r. Podczas sprawowanej tego dnia Mszy św. homilię wygłosił ks. prof. Tadeusz Guz.

    https://youtu.be/sA1HP3tr8xg

    http://naszdziennik.pl/galeria/191549,rozprawa-nad-zyciem-i-zdrowiem.html?t=9


  • Ks. Tadeusz Guz Ewangelizacja w oparciu o dziedzictwo św. Maksymiliana M. Kolbego

    Wysłany dnia: przez D.S.M. Komentarz

    Niepokalanów 10 sierpnia 2017

    Mądry i światły naród na kolanach przed Panem wykuwa swój ziemski los, żeby stać się godnym niebiańskiego – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz. W czwartek, 10 sierpnia 2017 r., pielgrzymi przybyli do sanktuarium w Niepokalanowie modlili się w intencji bezpieczeństwa i pokoju oraz za sportowców. Modlitwa ta była związana z Wielkim Zawierzeniem Niepokalanemu Sercu Maryi, które odbywało się w Niepokalanowie w dniach od 6 do 22 sierpnia 2017 r. Z tej okazji ks. prof. Tadeusz Guz wygłosił konferencję, w której poruszył temat ewangelizacji w oparciu o dziedzictwo św. Maksymiliana M. Kolbego.

    https://youtu.be/ongYchcz6JQ

    http://naszdziennik.pl/galeria/191497,ewangelizacja-w-oparciu-o-dziedzictwo-sw-maksymiliana-m-kolbego.html?t=9


  • Ks. Tadeusz Guz Klucz w komunikacji

    Niepokalanów 11 sierpnia 2017

    Rola mediów jest szczególna. Chodzi o komunikację między Bogiem a stworzeniem – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz. W dniach od 6 sierpnia do 22 sierpnia 2017 r. w sanktuarium w Niepokalanowie odbywało się Wielkie Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi. Piątek, 11 sierpnia 2017 r., był dniem poświęconym modlitwie za wszystkie media. Tego dnia Msze św. sprawował i kazanie głosił ks. prof. Tadeusz Guz.

    https://youtu.be/1z2XWXPRoH0

    http://naszdziennik.pl/galeria/191459,klucz-w-komunikacji.html?t=9


  • Ks. Tadeusz Guz Najpewniejsza droga do Nieba

    Niepokalanów 10 sierpnia 2017

    W każdej sekundzie powinniśmy polecać się Bogu przez Niepokalaną, bo to najpewniejsza droga do Nieba – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz. W czwartek, 10 sierpnia 2017 r., pielgrzymi przybyli do sanktuarium w Niepokalanowie modlili się w intencji bezpieczeństwa i pokoju oraz za sportowców. Modlitwa ta była związana z Wielkim Zawierzeniem Niepokalanemu Sercu Maryi, które odbywało się w Niepokalanowie w dniach od 6 sierpnia do 22 sierpnia 2017 r. Tego dnia Mszę św. odprawił i homilię wygłosił ks. prof. Tadeusz Guz.

    https://youtu.be/uvbf-Hp5r7k

    naszdziennik.pl/galeria/191431,najpewniejsza-droga-do-nieba.html?t=9


  • Liturgia źródłem rozwoju modlitwy

    Modlitwa miejscem odkrywania swojej tożsamości – katecheza Benedykta XVI z 3 października 2012
    Drodzy bracia i siostry.

    W poprzedniej katechezie zacząłem mówić o jednym z uprzywilejowanych źródeł modlitwy chrześcijańskiej, jaką jest święta liturgia, która – jak stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego – jest „uczestnictwem w modlitwie Chrystusa skierowanej do Ojca w Duchu Świętym. Cała modlitwa chrześcijańska znajduje w niej swoje źródło i swój kres” (n. 1073). Dzisiaj chciałbym, abyśmy zadali sobie pytanie: „Czy w moim życiu wystarczająco czasu przeznaczam na modlitwę, a nade wszystko, jakie miejsce w mojej relacji do Boga ma modlitwa liturgiczna, szczególnie Msza Święta, która jest uczestnictwem w modlitwie wspólnotowej Ciała Chrystusa, jakim jest Kościół?”.

    Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy pamiętać przede wszystkim, że modlitwa jest żywym związkiem dzieci Bożych z ich nieskończenie dobrym Ojcem, z Jego Synem Jezusem Chrystusem i z Duchem Świętym (por. tamże: 2565). Tak więc życie modlitwy polega na zwyczajnym stawaniu w Bożej obecności i przeżywaniu relacji z Panem Bogiem w taki sposób, w jaki przeżywamy nasze codzienne relacje z tymi, którzy są najbliżsi naszemu sercu, z naszymi prawdziwymi przyjaciółmi. Co więcej, ta relacja z Nim rzuca światło na pozostałe relacje. Ta komunia życia z Bogiem w Trójcy Jedynym jest możliwa, gdyż poprzez Chrzest zostaliśmy włączeni w Chrystusa i od tej pory zaczęliśmy być z Nim jedno (por. Rz 6,5). W istocie, tylko w Chrystusie możemy prowadzić dialog z Bogiem Ojcem jako dzieci i nazywać Go „Abba” (Ojcze), ponieważ tylko w jedności z Chrystusem możemy poznać Boga Ojca (por. Mt 11,27). Dlatego też modlitwa chrześcijańska polega na nieustannym wpatrywaniu się w ciągle w nowy sposób w Chrystusa, na rozmawianiu z Nim, wspólnym przebywaniu w milczeniu, słuchaniu Go, działaniu i cierpieniu z Nim. Chrześcijanin odkrywa na nowo swoją prawdziwą tożsamość w Chrystusie, „pierworodnym z każdego stworzenia”, w którym wszystko zostało stworzone (por. Kol 1,15 nn.) Utożsamiając się z Nim, będąc z Nim jedno, odkrywam na nowo moją tożsamość, tożsamość prawdziwego syna, który wpatruje się w Boga jako Ojca pełnego miłości. Ale nie zapominajmy: Chrystusa odkrywamy, poznajemy jako żyjącą Osobę w Kościele. Kościół jest „Jego Ciałem”. Taki wymiar ciała można zrozumieć, wychodząc od biblijnych słów o mężczyźnie i kobiecie, którzy stają się jednym ciałem (por. Rdz 2,24; Ef 5,30 nn.; 1 Kor 6,16n). Nierozerwalny związek między Chrystusem i Kościołem przez jednoczącą moc miłości nie przekreśla istnienia „ty” i „ja”, ale raczej wynosi je do najgłębszej jedności. Odnalezienie własnej tożsamości w Chrystusie oznacza osiągnięcie komunii z Nim; to zaś mnie nie unicestwia, ale podnosi do najwyższej godności dziecka Bożego w Chrystusie: „Historia miłości między Bogiem a człowiekiem polega właśnie na fakcie, że ta wspólnota woli wzrasta w jedności myśli i uczuć, i w ten sposób nasza wola i wola Boga stają się coraz bardziej zbieżne” („Deus Caritas Est”, 17). Modlić się to znaczy wznosić się ku Boga poprzez konieczne stopniowe przemienianie naszego bytu. Dlatego uczestnicząc w liturgii, czynimy swoim język Matki Kościoła, uczymy się mówić nim i poprzez niego. Oczywiście to dokonuje się stopniowo, krok po kroku. Mam zanurzać się stopniowo w słowa Kościoła moją modlitwą, moim życiem, moim bólem, moim sercem, moją radością, moimi myślami. Jest to droga, która nas przemienia.

    Myślę, że te rozważania pozwolą nam odpowiedzieć na pytanie, które postawiliśmy na początku: „Jak uczę się modlitwy, jak wzrastam w mojej modlitwie?”. Patrząc na wzór modlitwy, jaki zostawił nam Jezus: „Ojcze nasz”, widzimy, że pierwszym słowem jest „Ojcze”, a drugim „nasz”. Odpowiedź jest więc jasna: uczę się modlitwy, wzrastam w niej, zwracając się do Boga jako Ojca i modląc się z innymi, z Kościołem, przyjmując dar Jego słów, które stopniowo stają się dla mnie coraz bliższe i bogatsze w znaczenie. Dialog, jaki Bóg nawiązuje z każdym z nas, a my z Nim, w modlitwie zawsze zawiera owo „z”; nie możemy modlić się do Boga w duchu indywidualistycznym. W modlitwie liturgicznej, zwłaszcza Eucharystii, oraz – kształtowani przez liturgię – w każdej innej modlitwie nie zwracamy się jako pojedyncze osoby, lecz wchodzimy w „my” Kościoła, który się modli. Powinniśmy więc przekształcać nasze „ja”, wchodząc w „my”. Chciałbym przywołać jeszcze jeden ważny aspekt. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „W liturgii Nowego Przymierza każda czynność liturgiczna, szczególnie celebracja Eucharystii i sakramentów, jest spotkaniem Chrystusa i Kościoła (n. 1097).

    Tak więc tym, kto celebruje, jest „Chrystus całkowity”, cała Wspólnota, zjednoczone Ciało Chrystusa. Liturgia nie jest jakąś formą „samoujawnienia się”, lecz jest wyjściem z prostego „bycia w sobie”, z zamknięcia w sobie, aby przystąpić do wielkiej uczty, wejść w wielką wspólnotę żyjących, w której sam Bóg nas karmi. Liturgia zakłada uniwersalność i ten jej charakter uniwersalny powinien odnawiać się ciągle w świadomości wszystkich. Liturgia chrześcijańska jest kultem uniwersalnej świątyni, którą jest Chrystus Zmartwychwstały, którego ramiona rozciągają się na krzyżu, aby wszystkich pociągnąć w objęcia miłości odwiecznego Boga. Jest to kult otwartego nieba. Nie jest to nigdy wydarzenie pojedynczej wspólnoty z jej umiejscowieniem w czasie i miejscu. To bardzo ważne, aby każdy chrześcijanin czuł się i rzeczywiście był włączony w „my” uniwersalne stanowiące fundament i schronienie dla „ja” w Ciele Chrystusa, którym jest Kościół.

    W tym musimy widzieć i akceptować Bożą logikę wcielenia: On stał się bliski, obecny, wkraczając w historię i naturę ludzką, stając się jednym z nas. I ta obecność trwa w Kościele, jego Mistycznym Ciele. Liturgia nie jest zatem wspominaniem minionych wydarzeń, ale jest żywą obecnością Paschalnego Misterium Chrystusa, które przekracza oraz łączy czasy i przestrzenie. Jeśli w celebracji nie wyłania się centralność Chrystusa, nie mamy do czynienia z liturgią chrześcijańską, całkowicie zależną od Pana i wspieraną Jego twórczą obecnością. Bóg działa za pośrednictwem Chrystusa i my nie możemy działać inaczej, jak tylko przez Niego i w Nim. Każdego dnia musi rosnąć w nas przekonanie, że liturgia nie jest naszym „działaniem”, lecz jest dziełem Boga w nas i wraz z nami. To nie poszczególna osoba – kapłan lub wierny – albo grupa sprawuje liturgię; liturgia jest w sposób pierwszorzędny działaniem Boga poprzez Kościół, który ma swoją historię, bogatą tradycję i kreatywność. Ta uniwersalność i fundamentalne otwarcie, które są właściwe dla całej liturgii, są jedną z racji, dla których nie może ona być wymyślana lub modyfikowana przez daną wspólnotę lub przez ekspertów, ale musi być wierna formom obowiązującym w Kościele powszechnym. Także w liturgii sprawowanej przez choćby najmniejszą wspólnotę zawsze obecny jest cały Kościół. Dlatego też we wspólnocie liturgicznej nie istnieją cudzoziemcy, obcy. W każdej celebracji liturgicznej uczestniczy zarazem cały Kościół, Niebo i ziemia, Bóg i ludzkość. Liturgia chrześcijańska, chociaż sprawowana jest w konkretnym miejscu i przestrzeni oraz wyraża akt afirmacji określonej wspólnoty, już ze swej natury jest katolicka, pochodzi od wszystkiego i prowadzi do wszystkiego, w jedności z Papieżem, z biskupami, z wiernymi wszystkich czasów i miejsc. Im bardziej dana celebracja jest ożywiona tą świadomością, tym owocniej realizuje się w niej autentyczny zmysł liturgiczny.

    Drodzy przyjaciele. Kościół uwidacznia się na różne sposoby: w dziełach charytatywnych, w projektach misyjnych, w osobistym apostolacie, który każdy chrześcijanin musi realizować we własnym środowisku. Jednak miejscem, w którym w pełni doświadcza się Kościoła, jest liturgia: jest ona aktem, w którym jak wierzymy Bóg wkracza w naszą rzeczywistość a my możemy Go spotkać, możemy Go dotknąć. Jest aktem, w którym wchodzimy w kontakt z Bogiem: On przychodzi do nas, a my jesteśmy przez Niego oświecani. Dlatego jeśli w naszych refleksjach nad liturgią koncentrujemy naszą uwagę jedynie na tym, jak uczynić ją atrakcyjną, ciekawą i piękną, ryzykujemy utratę najważniejszego: liturgię sprawuje się dla Boga, a nie dla nas samych; ona jest Jego dziełem; On jest Podmiotem; a my musimy otworzyć się dla Niego i pozwolić się poprowadzić Jemu i Jego Ciału, którym jest Kościół. Prośmy Pana, abyśmy co dnia uczyli się żyć świętą liturgią, szczególnie Celebracją Eucharystyczną, modląc się w imieniu naszym jako Kościoła, który kieruje swoje spojrzenie nie ku samemu sobie, lecz ku Bogu, i czując się cząstką Kościoła żywego wszystkich miejsc i czasów.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Liturgia źródłem rozwoju modlitwy

    Liturgia źródłem rozwoju modlitwy – katecheza Benedykta XVI z 26 września 2012
    Drodzy bracia i siostry!

    W ostatnich miesiącach przeszliśmy pewną drogę w świetle Słowa Bożego, aby nauczyć się modlić w sposób coraz bardziej autentyczny, patrząc na niektóre wielkie postacie Starego Testamentu, na Psalmy, listy św. Pawła i Apokalipsę, ale przede wszystkim patrząc na jedyne i podstawowe doświadczenie Jezusa w Jego relacji z Ojcem niebieskim. Rzeczywiście, jedynie w Chrystusie człowiek jest zdolny zjednoczyć się z Bogiem z taką głębią i intymnością, jaka charakteryzuje relację syna wobec ojca, który go kocha. Jedynie w Nim możemy zwrócić się w całej prawdzie do Boga nazywając Go z miłością „Abba, Ojcze”. Jak apostołowie tak i my powtarzaliśmy i powtarzamy: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1).

    Ponadto, aby uczyć się przeżywać intensywniej relację osobistą z Bogiem Jedynym i Troistym, nauczyliśmy się wzywać Ducha Świętego, który jest pierwszym darem Zmartwychwstałego dla wierzących, ponieważ to On „przychodzi z pomocą naszej słabości, gdy nie umiemy się modlić tak jak trzeba” (Rz 8,26).

    Ale w tym momencie możemy postawić sobie pytanie: jak ja mogę pozwolić się kształtować przez Ducha Świętego? Jaka jest ta szkoła, w której On uczy mnie modlić się i przychodzi z pomocą w moim trudzie zwracania się w sposób właściwy do Boga? W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Kościół usilnie zachęca wszystkich wiernych, by przez częste czytanie Pisma Świętego nabywali «wzniosłego poznania Jezusa Chrystusa» (Flp 3,8)” (nr 2653). Poprzez czytanie i medytację Pisma Świętego, jak to czyniliśmy w tych miesiącach, Duch Święty uczy nas modlitwy.

    Ale jest też inna cenna „przestrzeń”, inne cenne „źródło”, służące rozwojowi w modlitwie, źródło wody żywej pozostające w najściślejszej relacji z poprzednim źródłem. Mam na myśli Liturgię, która jest obszarem uprzywilejowanym, w którym Bóg mówi do każdego z nas tu i teraz, i oczekuje naszej odpowiedzi.

    We wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego czytamy: „W ten sposób Słowo Boże, stale dostępne w liturgii, jest zawsze żywe i skuteczne dzięki mocy Ducha Świętego i objawia miłość sprawczą Ojca, miłość, której nie brakuje skuteczności wobec ludzi” (nr 4). W szkole Ducha Świętego „Słowo Boże staje się fundamentem akcji liturgicznej, normą i pomocą na całe życie”.

    Czym jest liturgia? Jeśli otworzymy Katechizm Kościoła Katolickiego – będący zawsze cenną i nieodzowną pomocą, zwłaszcza w Roku Wiary, który wkrótce się zacznie – czytamy, że pierwotnie słowo „liturgia” oznacza „służbę pełnioną przez lud, na rzecz ludu” (n. 1069). Jeśli teologia chrześcijańska zapożyczyła to słowo ze świata greckiego, to uczyniła to z pewnością myśląc o nowym Ludzie Bożym, narodzonym z Chrystusa, który otworzył swe ramiona na krzyżu, aby zjednoczyć ludzi w pokoju jedynego Boga. „Posługa na rzecz ludu”, ludu, który nie istnieje sam z siebie, ale który utworzony został dzięki Misterium Paschalnemu Jezusa Chrystusa. Istotnie, Ludu Bożego nie tworzą więzy krwi, terytorium, narodowości, lecz rodzi się on ciągle dzięki działaniu Syna Bożego i dzięki komunii z Ojcem, którą On nam wyjednuje.

    Katechizm wskazuje ponadto, że w tradycji chrześcijańskiej (słowo „liturgia”) oznacza, że Lud Boży uczestniczy w „dziele Bożym”. I cytując Sobór Watykański II, dodaje: „Przez liturgię Chrystus, nasz Odkupiciel i Arcykapłan, kontynuuje w swoim Kościele, z Kościołem i przez Kościół dzieło naszego odkupienia” (n. 1069). Na tym polega jej niezwykłość: w liturgii działa sam Bóg, a my jesteśmy pociągani dzięki temu Bożemu działaniu.

    O tym przypomniał nam rozwój tematu liturgii podczas Soboru Watykańskiego II, który rozpoczął swoje prace 50 lat temu, właśnie od dyskusji nad projektem dotyczącym świętej liturgii, uroczyście zaaprobowanym 4 grudnia 1963 r. Przez niektórych, przyjęcie przez zgromadzenie soborowe dokumentu o liturgii było dziełem przypadku. Pośród wielu projektów, tekst o świętej liturgii wydawał się być mniej kontrowersyjnym, i właśnie z tego powodu, mógł stanowić pewien rodzaj ćwiczenia, dla wypracowania metodologii prac soborowych. Jednak bez żadnej wątpliwości, to co na pierwszy rzut oka mogło się zdawać przypadkiem, okazało się najwłaściwszym wyborem, także biorąc pod uwagę hierarchię tematów i najważniejszych zadań dla Kościoła. Rozpoczynając bowiem od tematu „liturgii” pokazuje się w sposób bardzo jasny prymat Boga, Jego absolutne pierwszeństwo. Przede wszystkim Bóg: o tym właśnie mówi nam soborowy wybór, aby rozpocząć od liturgii.

    Tam, gdzie spojrzenie na Boga nie jest zdecydowane, wszystkie inne rzeczy tracą swoją orientację. Podstawowym kryterium dla liturgii jest jej ukierunkowanie na Boga, aby w ten sposób móc uczestniczyć dziele Jego samego.

    Możemy jednak zadać pytanie: czym jest owo dzieło Boże, do którego jesteśmy powołani, aby w nim uczestniczyć? Odpowiedź, którą daje nam Konstytucja soborowa o liturgii świętej jest pozornie dwojaka. W numerze 5 mówi nam bowiem, że dzieła Boga to Jego historyczne czyny, które przynoszą nam zbawienie, a których punktem kulminacyjnym jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa; ale w numerze 7, ta sama Konstytucja definiuje liturgię jako „dzieło Chrystusa”. W rzeczywistości, te dwa znaczenia są nierozerwalnie ze sobą powiązane. Jeśli pytamy, kto zbawia świat i człowieka, jedyna odpowiedź brzmi: Jezus z Nazaretu, Pan i Chrystus, ukrzyżowany i zmartwychwstały. A gdzie staje się obecna dla nas, dla mnie, dzisiaj Tajemnica śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, która przynosi zbawienie? Odpowiedź brzmi: w działaniu Chrystusa za pośrednictwem Kościoła, w liturgii, zwłaszcza w sakramencie Eucharystii, który uobecnia ofiarę Syna Bożego, który nas odkupił; w Sakramencie Pojednania, w którym przechodzi się od śmierci grzechu do nowego życia; a także w innych czynnościach sakramentalnych, które nas uświęcają (por. Presbyterorum ordinis,5). W ten sposób, Misterium Paschalne śmierci i zmartwychwstania Chrystusa stanowi centrum teologii liturgii Soboru.

    Zróbmy następny krok naprzód i postawmy sobie pytanie: w jaki sposób staje się możliwe owo urzeczywistnienie Misterium Paschalnego Chrystusa? Błogosławiony Jan Paweł II, w 25 lat po Konstytucji Sacrosanctum Concilium napisał: „Dla urzeczywistnienia swojej Tajemnicy paschalnej Chrystus jest zawsze obecny w swoim Kościele, przede wszystkim w czynnościach liturgicznych. Dlatego liturgia stanowi uprzywilejowane >>miejsce< < spotkania chrześcijan z Bogiem i z Tym, którego On posłał, Jezusem Chrystusem (por. J17,3) >>(List apostolski Vicesimus quintus annus,7)<<". Po tej samej linii czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego: "Celebracja sakramentalna jest spotkaniem dzieci Bożych z Ojcem w Chrystusie i w Duchu Świętym, spotkanie to wyraża się w postaci dialogu, przez czynności i słowa"(n. 1153). Dlatego pierwszym warunkiem dobrej liturgii jest, aby była ona modlitwą i rozmową z Bogiem, najpierw słuchaniem a następnie odpowiedzią. Św. Benedykt, w swojej “Regule”, mówiąc o modlitwie Psalmami, daje mnichom wskazówkę: „mens concordet voci” – „niech umysł współbrzmi z głosem”.”Święty uczy nas, że w modlitwie Psalmami słowa muszą poprzedzać nasz umysł. Zazwyczaj tak nie jest, bo najpierw trzeba pomyśleć, a potem to, co pomyśleliśmy, czyli pojęcie, zamienia się w mowę. Tutaj natomiast najpierw idzie słowo. Święta Liturgia dostarcza nam słów; powinniśmy wejść w ich znaczenie, przyjąć je w swoim sercu, dostroić się do nich. Jak przypomina nam Konstytucja Sacrosanctum Concilium (11): w celu osiągnięcia pełnej skuteczności celebracji "konieczne jest, aby wierni przystępowali do liturgii z należytym usposobieniem duszy, aby ich słowa były zgodne z myślami, aby współpracowali z łaską Bożą, a nie przyjmowali jej na próżno". Sprawą zasadniczą, pierwszorzędną dialogu z Panem Bogiem w czasie liturgii jest zgodność miedzy tym co wypowiadamy ustami a tym co nosimy w sercu. Idąc po tej linii chciałbym podkreślić jedynie jeden z momentów, który podczas samej liturgii wzywa nas i pomaga nam w znalezieniu tej zgodności, tego dostosowania się do tego co słuchamy, mówimy i czynimy podczas liturgicznej celebracji. Odnoszę się do zaproszenia, które celebrans wypowiada przed Modlitwą Eucharystyczną: „W górę serca”. Wnosimy nasze serca ponad mrok naszych zmartwień, naszych pragnień, naszych lęków, naszego rozproszenia. Nasze serce, będące tym co w nas jest najbardziej intymne, powinno posłusznie otworzyć się na Słowo Boże i skupić się na modlitwie Kościoła, aby dzięki słowom, które słucha i które wypowiada, otrzymać swoje ukierunkowanie ku Bogu. Wzrok naszego serca powinien zwrócić się do Pana, który jest pośród nas: jest to podstawowa postawa. Gdy przeżywamy liturgię mając w głębi takie nastawienie, nasze serce jest jakby wyłączone spod panowania siły ciążenia, która pociąga je w dół i wznosi się wewnętrznie ku górze, ku prawdzie i miłości, ku Bogu. Jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego: "Misja Chrystusa i Ducha Świętego, który podczas sakramentalnej liturgii Kościoła uobecnia i przekazuje tajemnicę Zbawienia, realizuje się w sercu, które się modli. Ojcowie życia duchowego często porównują serce do ołtarza" (n. 2655): altare Dei est cor nostrum. Drodzy przyjaciele, celebrujemy i przeżywamy dobrze liturgię jedynie wówczas, jeśli pozostajemy w postawie modlitewnej, jednocząc się z Tajemnicą Chrystusa i z jego Synowskim dialogiem z Ojcem. Sam Bóg uczy nas modlić się, jak stwierdza św. Paweł (por. Rz 8, 26). On sam dał nam odpowiedniej słowa aby skierować nas ku Niemu, słowa, które znajdujemy w Psałterzu, w wielkich modlitwach świętej liturgii i w samej celebracji eucharystycznej. Prośmy Pana, abyśmy każdego dnia byli coraz bardziej świadomi faktu, iż liturgia jest działaniem Boga i człowieka; modlitwa, która wypływa z Ducha Świętego i od nas, w całości jest skierowana ku Ojcu, w zjednoczeniu z Synem Bożym, który stał się człowiekiem (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 2564). http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa najskuteczniejszą reakcją na zło (Apokalipsa)

    Modlitwa najskuteczniejszą reakcją na zło (Apokalipsa) – katecheza Benedykta XVI z 12 września 2012
    Drodzy Bracia i Siostry,

    W minioną środę mówiłem o modlitwie w pierwszej części Apokalipsy. Dzisiaj przechodzimy do drugiej. Podczas gdy w pierwszej części modlitwa jest nakierowana na wewnętrzne życie Kościoła, w drugiej jej części uwaga zwrócona jest na cały świat. Kościół w istocie przemierza historię, jest zgodnie z planem Boga jej częścią. Zgromadzanie, które słuchając przedstawianego przez lektora orędzia Janowego odkryło swe zadanie, by współpracować w rozwoju Królestwa Bożego jako „kapłani Boga i Chrystusa” (Ap 20, 6; por. 1, 5; 5, 10) otwiera się teraz na świat ludzi. Pojawiają się tutaj dwa sposoby przeżywania dialektycznej relacji między nimi: pierwszy możemy określić „systemem Chrystusa”, do którego ma szczęście należeć zgromadzenie a drugi „doczesnych systemów przeciwnych Królestwu i przymierzu mocą Złego”, który zwodząc ludzi pragnie budować świat przeciwny temu, którego pragnie Chrystus i Bóg (por. PAPIESKA KOMISJA BIBLIJNA, Biblia a moralność. Biblijne korzenie postępowania chrześcijańskiego, 70). Zgromadzenie musi więc umieć dogłębnie odczytać przeżywaną historię, ucząc się rozróżniania wydarzeń w wierze, aby współpracować poprzez swe działania w rozwoju Królestwa Bożego. To dzieło odczytywania i rozeznawania, podobnie jak i działanie, jest powiązane z modlitwą.

    Przede wszystkim, po nieustannym wezwaniu Chrystusa, który w pierwszej części Apokalipsy siedem razy mówi: „Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów” (2, 7.11.17.29; 3, 6.13.22) zgromadzenie zostaje zachęcone, by wejść do nieba i postrzegać rzeczywistość oczami Boga. Odnajdujemy tutaj trzy symbole, punkty odniesienia, od których należy wyjść, aby odczytać dzieje: tron Boga, księgę i Baranka (por. Ap 4, 1-5.14).

    Pierwszym symbolem jest tron, na którym siedzi osobistość, której Jan nie opisuje, bo przekracza ona wszelkie ludzkie wyobrażenie: może jedynie wskazywać na odczucie piękna i radości, jakiej się doświadcza znajdując się przed Nim. Tą tajemniczą osobistością jest Bóg, Bóg Wszechmogący, który nie pozostał zamknięty w swoim niebie, ale stał się bliskim człowieka, zawierając z nim przymierze; Bóg, który sprawia, że w dziejach w sposób symboliczny, ale realny słychać Jego głos, symbolizowany przez błyskawice i grzmoty. Istnieją różne elementy, które pojawiają się wokół tronu Boga, jak dwudziestu czterech starców i cztery istoty żywe, które nieustannie oddają chwałę jedynemu Panu dziejów. Pierwszym symbolem jest więc tron.

    Drugim symbolem jest księga, zawierająca plan Boga odnośnie do wydarzeń i ludzi; jest szczelnie zamknięta na siedem pieczęci a nikt nie jest w stanie ją odczytać. Wobec tej niezdolności człowieka do poznania Bożego planu Jan odczuwa głęboki smutek, prowadzący go do płaczu. Ale jest środek zaradczy na zagubienie człowieka w obliczu tajemnicy historii: ktoś jest w stanie otworzyć księgę i go oświecić.

    I tutaj pojawia się trzeci symbol: Chrystus, Baranek złożony w Ofierze Krzyża, ale który znajduje się w postawie stojącej – znak Jego Zmartwychwstania. To właśnie Baranek, Chrystus, który umarł i zmartwychwstał, stopniowo otwiera pieczęcie i ujawnia plan Boga, głęboki sens historii.

    Cóż nam mówią te symbole? Przypominają nam o tym, jaka jest droga pozwalająca odczytywać fakty historyczne i naszego życia. Wznosząc wzrok ku Bożemu niebu, w nieustannej relacji z Chrystusem, otwierając na Niego nasze serce i umysł w modlitwie osobistej i wspólnotowej, uczymy się dostrzegania rzeczy w nowy sposób i zrozumienia ich prawdziwszego sensu. Modlitwa jest jak otwarte okno, które pozwala nam kierować zawsze spojrzeniu ku Bogu, nie tylko po to, aby nam przypominać cel, do którego zmierzamy, ale także, by pozwolić, aby wola Boga oświecała naszą ziemską drogę życia i pomagała nam, żeby przeżywać ją intensywnie i z zaangażowaniem.

    W jaki sposób Pan prowadzi wspólnotę chrześcijańską do pogłębionego odczytania historii? Przede wszystkim, zachęcając ją do realistycznego zastanowienia się nad przeżywaną przez nas chwilą obecną. Baranek otwiera więc pierwsze cztery pieczęcie księgi a Kościół widzi świat, w którym żyje, świat w którym są różne elementy negatywne. Istnieje zło, którego dopuszcza się człowiek, takie jak przemoc rodząca się z pragnienia posiadania, panowania jedni nad drugimi, aż do zabijania się nawzajem (druga pieczęć); lub niesprawiedliwość, bo ludzie nie respektują prawa, jakie ustanowili (trzecia pieczęć). Dołączają się do nich te nieszczęścia, które człowiek musi znosić, jak śmierć, głód, choroby (czwarta pieczęć). W obliczu tych realiów, często dramatycznych, wspólnota kościelna jest wezwana, aby nigdy nie traciła nadziei, aby mocno wierzyła, że pozorna wszechmoc Złego ściera się z prawdziwą wszechmocą, to znaczy wszechmocą Boga. Pierwsza pieczęć jaką otwiera Baranek, zawiera właśnie to przesłanie. Mówi Jan: „I ujrzałem: oto biały koń, a siedzący na nim miał łuk. I dano mu wieniec, i wyruszył jako zwycięzca, by [jeszcze] zwyciężać” (Ap 6, 2). W dzieje człowieka weszła moc Boga, który nie tylko może zrównoważyć zło, ale wręcz je zwyciężyć; kolor biały odnosi się do zmartwychwstania: Bóg stał się tak bliski, że zszedł w ciemności śmierci, aby je oświecić blaskiem swego Boskiego życia: wziął na siebie zło świata, aby je oczyścić ogniem swej miłości.

    Jak wzrastać w tym odczytywaniu rzeczywistości po chrześcijańsku? Apokalipsa mówi nam, że modlitwa umacnia w każdym z nas i w naszych wspólnotach tę wizję świata i głębokiej nadziei: zachęca nas, byśmy nie dali się zwyciężać złu, lecz zło dobrem zwyciężali, spoglądali na Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, który nas przyłącza do swego zwycięstwa. Kościół żyje w historii, nie zamyka się w sobie, lecz odważnie stawia czoła na swej drodze pośród trudności i cierpień, stwierdzając stanowczo, że zło w ostatecznym rachunku nie pokonuje dobra, że ciemność nie przesłania blasku Boga. Jest to ważne także dla nas; jako chrześcijanie nigdy nie możemy być pesymistami: dobrze wiemy, że na drodze naszego życia często napotykamy przemoc, kłamstwo, nienawiść, prześladowanie, ale to nas nie zniechęca. Szczególnie modlitwa uczy nas dostrzegania znaków Boga, Jego obecności i działania, a wręcz abyśmy my sami byli światłami dobra, rozsiewającymi nadzieję i wskazującymi, że zwycięstwo należy do Boga.

    Ta perspektywa prowadzi do wznoszenia do Boga i do Baranka dziękczynienia i uwielbienia: dwudziestu czterech starców i cztery istoty żywe wspólnie śpiewają „pieśń nową” świętującą dzieło Chrystusa Baranka, który uczyni „wszystko nowe” (Ap 21, 5). jednakże ta odnowa jest przede wszystkim darem, o który trzeba prosić. Tutaj znajdujemy jeszcze inny element, który musi charakteryzować modlitwę: uporczywe wzywanie Boga, aby przyszło Jego Królestwo, aby człowiek miał serce podatne do uczenia się Bożego panowania, aby Jego wola kierowała naszym życiem i życiem świata. W wizji Apokalipsy tę modlitwę prośby reprezentuje ważny szczegół: „dwudziestu czterech Starców” i „cztery istoty żywe” trzymają w ręku wraz z harfą, akompaniującą ich śpiew, „złote czasze pełne kadzideł” (5, 8a), którymi są, jak wyjaśniono „modlitwy świętych” (5, 8b), to znaczy tych, którzy już osiągnęli Boga, aletakże nas wszystkich, znajdujących się w drodze. I widzimy, że przed tronem Boga, Anioł trzyma złotą kadzielnicę, do której nieustannie wkłada ziarna kadzidła, to znaczy nasze modlitwy. Miła woń kadzidła ofiarowywana jest wraz z modlitwami, aby wzniosły się przez oblicze Boga (por. Ap 8, 1-4). Jest to symbolika, która nam mówi, jak wszystkie nasze modlitwy – z wszelkimi ograniczeniami, trudem, ubóstwem, oschłością, możliwymi niedoskonałościami – stają się niemal oczyszczone i osiągają serca Boga. Musimy być więc pewni, że nie ma modlitwy zbędnej, niepotrzebnej; żadna się nie traci. Znajdują one odpowiedź, nawet jeśli czasami tajemniczą, ponieważ Bóg jest miłością i nieskończonym miłosierdziem. Jan pisze: „Anioł zaś wziął naczynie na żar, napełnił je ogniem z ołtarza i zrzucił na ziemię, a nastąpiły gromy, głosy, błyskawice, trzęsienie ziemi” (Ap 8, 5). Obraz ten oznacza, że Bóg nie jest obojętny na nasze błagania, interweniuje i sprawia, że na ziemi można odczuć Jego moc, usłyszeć Jego głos, wprawia w lęk i wstrząsa systemem Złego. Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by upowszechniać dobro. Moc Boga czyni naszą słabość owocną (por. Rz 8, 26-27).

    Chciałbym zakończyć kilkoma odniesieniami do dialogu końcowego (por. Ap 22, 6-21). Jezus powtarza kilka razy: „A oto niebawem przyjdę” (Ap 22, 7.12). Stwierdzenie to oznacza nie tylko perspektywę przyszłości u kresu czasów, ale również perspektywę chwili obecnej: Jezus przychodzi, zamieszkuje w tym, który w Niego wierzy i przyjmuje go. Wówczas zgromadzenie, kierując się Duchem Świętym powtarza Jezusowi ponaglające zaproszenie, by stawał się coraz bliższym: „Przyjdź!” (Ap 22, 17a). Jest jak „oblubienica” (22, 17), która żarliwie dąży do pełni małżeństwa. Po raz trzeci pojawia się wezwanie: „Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (22, 20b); a lektor kończy wyrażeniem ukazującym znaczenie tej obecności: „Łaska Pana Jezusa ze wszystkimi!”(22, 21).
    Apokalipsa, pomimo złożoności symboli, wprowadza nas w bardzo bogatą modlitwę, dlatego także i my słuchamy, chwalimy, dziękujemy, kontemplujemy Pana, prosimy Go o przebaczenie. Jej struktura wielkiej wspólnotowej modlitwy liturgicznej jest również mocnym wezwaniem do odkrycia niezwykłego bogactwa i przemieniającej mocy, jaką posiada Eucharystia. Szczególnie mocno chciałbym zachęcić do wierności niedzielnej Mszy św. w Dzień Pański, w niedzielę, prawdziwe centrum tygodnia! Bogactwo modlitwy w Apokalipsie każe nam myśleć o diamencie, który ma wiele fascynujących aspektów, ale którego znaczenie polega na czystości centralnego zarodka. Sugestywne formy modlitwy, które spotykamy w Apokalipsie rozjaśniają więc wyjątkowe i niewyrażalne znaczenie Jezusa Chrystusa.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa wspólnoty (Apokalipsa)

    Modlitwa wspólnoty (Apokalipsa) – katecheza Benedykta XVI z 5 września 2012
    Drodzy Bracia i Siostry.

    Dzisiaj, po okresie wakacyjnym, tutaj, na Watykanie, wznawiamy audiencje, kontynuując tę “szkołę modlitwy” – jaką razem przeżywam z wami – podczas środowych katechez. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o modlitwie w Księdze Apokalipsy, która – jak wiecie – jest ostatnią księgą Nowego Testamentu. Jest to trudna księga, która zawiera wielkie bogactwo. Wprowadza nas ona w kontakt z żywą i pulsującą modlitwą chrześcijańskiej wspólnoty zgromadzonej w “dzień Pański”. Na tym fakcie opiera się zasadniczo cały tekst. Lektor przedstawia wspólnocie przesłanie powierzone Janowi Ewangeliście przez Chrystusa Pana. Lektor i wspólnota wierzących stanowią – można by powiedzieć – dwóch bohaterów rozwoju tej księgi, do nich od samego początku jest skierowane świąteczne życzenie: “Błogosławiony, który czyta i błogosławieni, którzy słuchają słów tego proroctwa” (1,3). Z tego ciągłego dialogu między nimi wypływa wielka symfonia modlitwy, która aż do samego końca rozwija się w wielkiej różnorodności form. Kiedy słuchamy lektora, który ukazuje przesłanie, kiedy słuchamy wspólnoty i obserwujemy jej reakcje na to przesłanie, ich modlitwa z czasem przekształca się w naszą modlitwę.

    Pierwsza część Apokalipsy (4-3,22) w zachowaniu modlącej się wspólnoty ukazuje trzy fazy: pierwsza (1,4-8) jest dialogiem, który – jest to jedyny przypadek w Nowym Testamencie – odbywa się między dopiero co zebraną wspólnotą i lektorem, który zwraca się z błogosławiącym wezwaniem: “łaska wam i pokój” (1,4). Lektor kontynuuje, podkreślając pochodzenie tego życzenia; pochodzi ono od Trójcy: od Ojca, od Ducha Świętego, od Jezusa Chrystusa, uczestniczących razem w realizacji planu stworzenia i zbawienia ludzkości. Zgromadzenie słucha, a słysząc wymieniane imię Jezusa Chrystusa, przeżywa przypływ radości i odpowiada z entuzjazmem, wznosząc modlitwę uwielbienia: “Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od naszych grzechów, i uczynił nas królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swojego, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen” (1,5b-6).

    Wspólnota ogarnięta miłością Chrystusa czuje się wyzwolona z więzów grzechu i przedstawia się jako “królestwo” Jezusa Chrystusa, które należy całkowicie do Niego. Uznaje wielką misję, która wraz z chrztem została jej powierzona, aby wnosić w świat obecność Boga. Kończy swoją celebrację uwielbienia, patrząc na nowo wprost na Jezusa i z rosnącym entuzjazmem uznaje Jego “chwałę i moc” mogącą zbawić ludzkość. Końcowe “Amen” konkluduje hymn uwielbienia dla Chrystusa. Już te pierwsze wersety księgi zawierają wielkie bogactwo wskazówek dla nas; mówią nam, że nasza modlitwa jest przede wszystkim słuchaniem Boga, który do nas mówi. Zalewani ogromem słów nie jesteśmy przyzwyczajeni do słuchania, przede wszystkim do oddania się wewnętrznej i zewnętrznej postawie wyciszenia, aby skierować uwagę na to, co Bóg chce nam powiedzieć. Te wersety uczą nas ponadto, że nasza modlitwa, często będąca tylko modlitwą prośby, powinna być nade wszystko modlitwą uwielbienia Boga za Jego miłość, za dar Jezusa Chrystusa, który przyniósł nam siłą, nadzieję i zbawienie.

    Nowe wystąpienie lektora przypomina wspólnocie poruszonej przez miłość Chrystusa zobowiązanie do dostrzegania Jego obecności w jej życiu: “Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi” (1,7a). Po swoim wniebowstąpieniu na “obłoku”, symbolu Jego transcendencji (por. Dz 1,9), Jezus Chrystus powróci tak samo, jak wstąpił do nieba (por. Dz 1,11b). Wtedy wszystkie narody poznają Go i jak zachęca św. Jan w swojej czwartej Ewangelii, “będą patrzeć na tego, którego przebili” (J 19,37). Będą myśleć o swoich grzechach, które stały się przyczyną Jego ukrzyżowania, i tak jak ci, którzy osobiście towarzyszyli Mu w czasie śmierci na Kalwarii, “uderzą się w piersi” (por. Łk 23,48), prosząc o przebaczenie, aby mogli pójść za Nim i przygotować w ten sposób pełne zjednoczenie z Nim, po jego powtórnym przyjściu. Wspólnota czyni refleksję nad tym przesłaniem i mówi: “Tak, Amen” (Ap 1,7b). Poprzez swoje “tak” wyraża pełne przyjęcie tego, co jej przekazano, i prosi, aby stało się to naprawdę rzeczywistością. Jest to modlitwa wspólnoty, która medytuje nad miłością Boga objawioną w sposób najwyższy na krzyżu i modli się o życie zgodne z powołaniem do bycia uczniami Chrystusa.

    Mamy też odpowiedź Boga: “Jam jest Alfa i Omega…, Który jest, Który był, i Który przychodzi”, Wszechmogący (1,8). Bóg, który objawia się jako początek i koniec historii, przyjmuje i bierze do serca modlitwę wspólnoty. On był, jest i będzie obecny i działający ze swoją miłością w sprawach człowieka – w teraźniejszości, w przyszłości tak jak i w przeszłości, aż do ostatecznego celu. Tutaj znajdujemy inny ważny element: nieustanna modlitwa budzi w nas poczucie obecności Pana w naszym życiu, w historii, a Jego obecność podtrzymuje nas, prowadzi i daje nam wielką nadzieję także pośród ciemności niektórych ludzkich wydarzeń; co więcej, każda modlitwa, nawet w największej samotności, nie jest nigdy izolowaniem się, nigdy nie jest sterylna, ale jest życiodajną siłą, która karmi chrześcijańskie życie, coraz bardziej zaangażowane i spójne.

    Drugi etap modlitwy wspólnoty (1,9-22) jeszcze bardziej pogłębia więź z Jezusem Chrystusem: Pan pozwala się zobaczyć, przemawia, działa, a wspólnota – coraz bliżej Niego – słucha, odpowiada i przyjmuje. W przesłaniu przedstawionym przez lektora święty Jan opowiada o osobistym doświadczeniu spotkania z Chrystusem. Przebywa on na wyspie Patmos z powodu “słowa Bożego i świadectwa Jezusa” (1,9) i jest “dzień Pański” (1,10) – niedziela, kiedy świętuje się Zmartwychwstanie. Święty Jan zostaje porwany przez Ducha Świętego (1,10). Duch Święty napełnia go i odnawia, poszerzając jego zdolność do przyjęcia Jezusa, który zaprasza go do pisania. Modlitwa wspólnoty, która słucha, przyjmuje stopniowo postawę kontemplacji o rytmie wyznaczanym czasownikami: “widzi”, “patrzy”, kontempluje to, co proponuje lektor, interioryzuje to i czyni swoim. Jan słyszy “potężny głos jak gdyby trąby” (1,10b), głos ten nakazuje mu wysłać wiadomość do siedmiu Kościołów, (1,11), które znajdują się w Azji Mniejszej, a przez nie do wszystkich Kościołów wraz z ich pasterzami. Określenie “głos jak gdyby trąby” odnoszący się do Księgi Wyjścia (por. 20,18) przypomina objawienie się Boga Mojżeszowi na górze Synaj i przypomina głos Boga, który przemawia z nieba, z Jego transcendencji. Jest on tutaj przypisany Jezusowi Chrystusowi Zmartwychwstałemu, który z chwały Ojca przemawia do zgromadzonych na modlitwie. Odwracając się, aby “zobaczyć głos” (1,12), Jan widzi “siedem złotych świeczników, i pośród świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego” (1,12-13), termin szczególnie bliski Janowi, który wskazuje na samego Jezusa. Złote świeczniki z zapalonymi świecami wskazują na Kościół za każdym razem, gdy zbiera się on na modlitwie, na liturgii: Jezus Zmartwychwstały, “Syn Człowieczy”, staje pośrodku /Kościoła/ i przyobleczony w szaty arcykapłana Starego Testamentu wypełnia kapłański urząd mediatora u Ojca.

    W symbolicznym Janowym przesłaniu następuje chwalebne objawienie Chrystusa Zmartwychwstałego wraz z cechami charakterystycznymi właściwymi Bogu, które przytaczane są w Starym Testamencie. Mowa jest o “włosach – białych jak biała wełna, jak śnieg” (1,14), będących symbolem odwieczności Boga (por. Dn 7,9) i zmartwychwstania. Drugim symbolem jest symbol ognia, który w Starym Testamencie często jest odnoszony do Boga, aby wskazać na dwie Jego cechy. Pierwszą jest zazdrosna intensywność Jego miłości, która ożywia jego przymierze z człowiekiem (por. Pwt 4,24). Jest to ta sama paląca intensywność miłości, którą odczytuje się w spojrzeniu Jezusa Zmartwychwstałego: “oczy Jego były jak płomień ognia (Ap l,l4a). Drugą cechą jest niepohamowana zdolność przezwyciężania zła – “trawiący ogień” (Pwt 9,3). W podobny sposób także “stopy” Jezusa, zmierzające, by przeciwstawić się i pokonać zło, podobne są do “drogocennego metalu, jak gdyby w piecu rozżarzonego” (Ap 1,15). Dalej głos Jezusa Chrystusa jest jak “jak głos wielu wód” (1,15c), posiada czyniący wrażenie odgłos “chwały Boga Izraela, który zmierza do Jerozolimy”, o którym mówi prorok Ezechiel (por. Ez 43,2). Następnie ukazane są trzy symboliczne elementy, które pokazują to, co Jezus Zmartwychwstały czyni dla swojego Kościoła: trzyma go mocno w swojej prawej ręce – to bardzo ważny obraz: Jezus trzyma Kościół w swojej ręce- przemawia do niego głosem przenikającym jak miecz obosieczny i ukazuje mu blask swojej boskości: “Jego wygląd – jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy” (Ap 1,16). Jan jest tak całkowicie zachwycony tym zdumiewającym doświadczeniem Zmartwychwstałego, że czuje, jakby tracił przytomność, i pada jak martwy.

    Po tym doświadczeniu objawienia Apostoł ma przed sobą Pana Jezusa, który rozmawia z nim, uspokaja go, kładzie mu rękę na głowie, odsłania mu swoją tożsamość jako Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego i powierza mu zadanie przekazania Jego orędzia Kościołom (por. Ap 1,17-18). Ten Bóg to coś pięknego, przed którym Apostoł upadł jak martwy. On jest przyjacielem życia i kładzie swoją rękę na jego głowie. Taki też będzie dla nas. Jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. Stąd przyszłe ukazanie się Boga Zmartwychwstałego, Chrystusa Zmartwychwstałego nie będzie przerażające, będzie spotkaniem z przyjacielem. Także cała wspólnota przeżywa wraz z Janem szczególny moment światła przed Panem, jednakże złączony z doświadczeniem codziennego spotkania z Jezusem, doświadczając bogactwa kontaktu z Panem, który wypełnia każdą przestrzeń jej życia.

    W trzeciej i ostatniej fazie pierwszej części Apokalipsy (Ap 2-3), lektor przedstawia wspólnocie przesłanie w siedmiu formach, w którym Jezus przemawia w pierwszej osobie. Skierowane do siedmiu Kościołów umiejscowionych w Azji Mniejszej wokół Efezu przemówienie Jezusa wychodzi od specyficznej sytuacji każdego z tych Kościołów, aby następnie rozszerzyć się na Kościoły wszystkich czasów. Jezus wkracza w aktualną sytuację każdego z Kościołów, uwydatniając ich blaski i cienie i kierując do nich naglące zaproszenie: “Nawróć się!” (2,5.16; 3,19c); “Trzymaj, co masz” (3,11); “Pierwsze czyny podejmij!” (2,5); “Bądź więc gorliwy i nawróć się!” (3,19b)… To słowo Jezusa, jeśli jest słuchane z wiarą, natychmiast zaczyna być skuteczne: Kościół zanurzony w modlitwie, przyjmując słowo Pana, zostaje przemieniony. Wszystkie Kościoły winny poddać się uważnemu słuchaniu Pana, otwierając się na Ducha, jak nakazuje to ze stanowczością Jezus, powtarzając siedmiokrotnie to polecenie: “Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów” (2,7.11.17.29; 3,6.13.22). Zgromadzenie słucha orędzia, otrzymując zachętę do skruchy, nawrócenia, wytrwałości, wzrastania w miłości, ukierunkowania drogi.

    Drodzy przyjaciele, Apokalipsa przedstawia nam wspólnotę zjednoczoną w modlitwie, ponieważ to właśnie w modlitwie doświadczamy w sposób ciągle wzrastający obecności Jezusa z nami. Im więcej i lepiej modlimy się z wytrwałością, z natężeniem, tym bardziej upodabniamy się do Niego, a On naprawdę wkracza w nasze życie i nim kieruje, udzielając mu radości i pokoju. I o ile więcej znamy, kochamy i naśladujemy Jezusa, o tyle bardziej czujemy potrzebę, by zatrzymać się w modlitwie z Nim, otrzymując pokój duszy, nadzieję i siłę w naszym życiu.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa u podstaw świadectwa wiary (św. Dominik Guzman)

    Modlitwa u podstaw świadectwa wiary (św. Dominik Guzman) – katecheza Benedykta XVI z 8 sierpnia 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    dziś Kościół obchodzi wspomnienie św. Dominika Guzmana, kapłana, założyciela braci Zakonu Kaznodziejskiego, zwanych dominikanami. W jednej z poprzednich katechez przedstawiłem już tą wyjątkową postać i jej szczególny wkład w odnowę Kościoła tamtych czasów. Dziś chciałbym ukazać istotny aspekt jego duchowości, jego życie modlitwy. Św. Dominik był człowiekiem modlitwy. Rozmiłowany w Bogu, nie miał innych pragnień, jak tylko zbawienie dusz, zwłaszcza tych w jego czasach, które wpadły w sieci herezji; naśladowca Chrystusa, radykalnie wcielił w życie trzy rady ewangeliczne, łącząc głoszenie Słowa ze świadectwem życia ubogiego; pod kierunkiem Ducha Świętego postępował na drodze doskonałości chrześcijańskiej. W każdej chwili modlitwa była dla niego siłą, która odnawiała i czyniła owocnymi jego dzieła apostolskie.

    Bł. Jordan z Saksonii, zmarły w 1237 r. jego następca w kierowaniu zakonem pisze: „W ciągu dnia nikt nie był bardziej przyjazny niż on, natomiast w nocy nikt nie był bardziej wytrwały w modlitwie. Dzień poświęcał bliźniemu, a noc oddawał Bogu” (P. Filippini, San Domenico visto dai suoi contemporanei, Bologna 1982, pag. 133). U św. Dominika możemy zobaczyć przykład harmonijnej integracji pomiędzy kontemplacją tajemnic Bożych, a działalnością apostolską. Według świadectw osób jemu najbliższych św. Dominik „zawsze mówił z Bogiem albo o Bogu”. To spostrzeżenie wskazuje na jego głęboką komunię z Panem, jak również na jego głęboką jedność i jednoczesne ciągłe zaangażowanie w prowadzeniu innych do tej jedności z Bogiem. Mimo że nie pozostawił żadnych pism dotyczących modlitwy, to tradycja dominikańska zgromadziła i przekazała jego żywe doświadczenie umieszczając je w dziele noszącym tytuł „Dziewięć sposobów modlitwy św. Dominika”. Dzieło powstałe pomiędzy 1260 a 1288 rokiem z inicjatywy jednego z braci dominikanów pomaga nam zrozumieć coś z życia wewnętrznego tego świętego, a także pomaga nam, mimo wszystkich różnic, dowiedzieć się czegoś o tym, jak się modlić.

    Każdy z dziewięciu sposobów modlitwy, zawsze przed Jezusem Ukrzyżowanym, wyraża przywiązanie cielesne i zarazem przywiązanie duchowe, które głęboko się przenikając, wspierają skupienie, gorliwość i zapał. Pierwszy z siedmiu sposobów idzie w kierunku rosnącym, jako kolejne kroki na drodze do całkowitego zjednoczenia z Trójcą Świętą: św. Dominik modli się stojąc pochylony, aby wyrazić swoją pokorę, leżąc na ziemi prosi o przebaczenie własnych grzechów, klęcząc na kolanach pokutuje, uczestnicząc w cierpieniach Jezusa, z otwartymi ramionami patrząc na Ukrzyżowanego kontempluje Najwyższą Miłość, patrząc ku niebu czuje się bliżej Bożego świata. Natomiast trzy ostatnie sposoby: stojąc, klęcząc, leżąc na ziemi są zawsze naznaczone myślą skierowaną ku Ukrzyżowanemu. Ostatnie dwa sposoby, przy których chciałbym się krótko zatrzymać, odpowiadają dwóm praktykom pobożności przeżywanej przez św. Dominika. Przede wszystkim osobistej medytacji, podczas której modlitwa przybiera wymiar jeszcze bardziej głęboki, żarliwy i kojący. Na zakończenie Liturgii Godzin i po celebracji Mszy świętej św. Dominik przedłużał rozmowę z Bogiem, bez wyznaczania określonego czasu. Siedząc w ciszy, czytając pisma, czy też wpatrując się w Ukrzyżowanego Chrystusa. Te momenty spotkań z Bogiem przeżywał tak intensywnie, że na zewnątrz można było zauważyć jego reakcje radości oraz łzy. Świadkowie mówią, że niekiedy wpadał w pewnego rodzaju ekstazę. Jego twarz ulegała przemienieniu, wkrótce jednak powracał pokornie do swoich codziennych zajęć, napełniony mocą, która pochodzi z Wysoka. Następnie była modlitwa podczas podróży, pomiędzy jednym a drugim klasztorem odmawiał razem ze swoimi towarzyszami Jutrznię, Modlitwę Południową, Nieszpory, a przechodząc przez doliny i wzgórza kontemplował piękno stworzenia. Wtedy z jego serca wydobywał się hymn uwielbienia i dziękczynienia Bogu za tak wiele darów, szczególnie za największą wspaniałość: dokonane przez Chrystusa odkupienie.

    Drodzy przyjaciele, św. Dominik przypomina nam, że u podstaw świadectwa wiary, jakie każdy chrześcijanin powinien dawać w rodzinie, w miejscu pracy, w zaangażowaniu społecznym, a także w chwilach relaksu, znajduje się modlitwa; jedynie nieustanna więź z Bogiem daje nam siłę do intensywnego przeżywania wszystkich wydarzeń, szczególnie tych najbardziej trudnych. Ten święty przypomina nam także o znaczeniu zewnętrznych postaw w naszej modlitwie. Postawa klęcząca, stojąc przed Panem, wpatrywanie się w krucyfiks, zatrzymywanie się i skupienie w milczeniu nie są czymś drugorzędnym, ale pomagają nam wewnętrznie stanąć całą naszą osobą przed Bogiem. Chciałbym raz jeszcze zwrócić uwagę, że dla naszego życia duchowego konieczne jest znalezienie codziennie chwil, zwłaszcza w czasie wakacji, na rozmowę z Bogiem. Będzie to również sposób niesienia pomocy ludziom, którzy są nam bliscy, aby weszli oni na świetlistą drogę obecności Boga, która niesie pokój i miłość, i której wszyscy potrzebujemy w codzienności. Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Hymn chrystologiczny, uniżenie drogą poznania Boga

    Hymn chrystologiczny, uniżenie drogą poznania Boga – katecheza Benedykta XVI z 27 czerwca 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    Nasza modlitwa, jak widzieliśmy w minione środy, składa się z milczenia i słów, ze śpiewu i gestów angażujących całą osobę: od ust do umysłu, od serca do całego ciała. Jest to cecha, jaką znajdujemy w modlitwie żydowskiej, zwłaszcza w psalmach. Dziś chciałbym mówić o jednym z najstarszych utworów czy hymnów tradycji chrześcijańskiej, który św. Paweł przedstawia nam w tym, co jest w pewien sposób jego duchowym testamentem: Liście do Filipian. Chodzi w istocie o list, który Apostoł dyktuje podczas pobytu w więzieniu, być może w Rzymie. Czuje, że zbliża się śmierć, bo mówi, że jego życie będzie złożone w ofierze składanej bogom (por. Flp 2,17).

    Św. Paweł, pomimo sytuacji poważnego zagrożenia dla jego bezpieczeństwa fizycznego, w całym piśmie wyraża radość z powodu bycia uczniem Chrystusa, że może wyjść na Jego spotkanie, aż do postrzegania śmierci nie jako straty, ale jako zysku. W ostatnim rozdziale tego listu zawarta jest mocna zachęta do radości, podstawowej cechy w naszym byciu chrześcijanami i w naszej modlitwie. Święty Paweł pisze: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!” (Flp 4,4). Jak jednak można się cieszyć przed bliskim już skazaniem na śmierć? Skąd lub lepiej od kogo św. Paweł czerpie pogodę ducha, siłę, odwagę, aby wyjść na spotkanie męczeństwa i przelania krwi?

    Odpowiedź znajdujemy w centrum Listu do Filipian, w tym, co tradycja chrześcijańska nazywa carmen Christo, śpiew dla Chrystusa, albo częściej „hymn chrystologiczny”; pieśń, w której cały nacisk położono na „uczucia” Chrystusa, to znaczy na Jego sposób myślenia i na Jego konkretną i przeżywaną postawę. Modlitwa ta zaczyna się od zachęty: „Niech was ożywiają uczucia znamienne dla Jezusa Chrystusa” (Flp 2, 5). Te uczucia są przedstawione w następnych wersetach: miłość, dobroć, pokora, posłuszeństwo wobec Boga, dar z siebie. Chodzi nie tylko o pójście za przykładem Jezusa, jako coś moralnego, ale zaangażowanie całego naszego istnienia w Jego sposób myślenia i działania. Modlitwa powinna prowadzić do poznania i jedności w coraz głębszej miłości z Panem, aby móc myśleć, działać i kochać jak On, w Nim i dla Niego, ucząc się uczuć Jezusa i drogi życia chrześcijańskiego.

    Teraz chciałbym zatrzymać się pokrótce na niektórych elementach tego intensywnego hymnu, który podsumowuje całą drogę Bożą i ludzką Syna Bożego, obejmuje całą historię ludzką: od bycia w postaci Bożej, do wcielenia, do śmierci na krzyżu i wyniesienia w chwale Ojca. Jest w nim także domyślnie obecna cała historia Adama, człowieka od samego początku. Ten hymn do Chrystusa wychodzi od jego bycia „en morphe tou Theou” – powiada grecki tekst, to znaczy bycia „w postaci Bożej”, w kondycji Boga. Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek nie żyje swoim „byciem jak Bóg”, aby triumfować lub narzucić swoją wyższość, nie traktuje tego jako posiadanie, przywilej, zazdrośnie strzeżony skarb. Wręcz „ogołocił”, odarł siebie samego przybierając, jak powiada tekst grecki, „morphe doulos” – „postać niewolnika”, ludzką rzeczywistość naznaczoną cierpieniem, ubóstwem, śmiercią. W pełni upodobnił się do ludzi, z wyjątkiem grzechu, tak aby zachowywać się jak sługa całkowicie poświęcony służbie innym. W związku z tym, Euzebiusz z Cezarei w IV wieku mówi: „Wziął na siebie trudy cierpiących członków. Swoimi uczynił nasze skromne choroby. Cierpiał i znosił udręki z naszego powodu: stało się to zgodnie z Jego wielką miłością do człowieka” (Demonstratio Evangelica, 10,1,22). Św. Paweł kontynuuje kreśląc ramy „historyczne”, w których dokonało się to uniżenie Jezusa: „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci” (Fil 2,8). Syn Boży stał się naprawdę człowiekiem i przeszedł drogę w całkowitym posłuszeństwie i wierności wobec woli Ojca, aż do najwyższej ofiary ze swojego życia. Co więcej, Apostoł określa „aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej”. Na krzyżu Jezus Chrystus osiągnął najwyższy stopień upokorzenia, gdyż ukrzyżowanie było karą zarezerwowaną dla niewolników, a nie dla ludzi wolnych: „mors turpissima crucis” pisze Cyceron (por. In Verrem, V, 64, 165).

    W Krzyżu Chrystusa człowiek zostaje odkupiony i odwróceniu ulega doświadczenie Adama: Adam, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, rościł sobie, że będzie jak Bóg o własnych siłach, aby postawić siebie na miejscu Boga i w ten sposób utracił daną mu pierwotną godność. Natomiast Jezus, pomimo że „był w postaci Bożej” uniżył się, zanurzył się w ludzką kondycję, będąc całkowicie wiernym Ojcu, żeby odkupić Adama, który jest w nas i ponownie obdarzyć człowieka godnością, którą stracił. Ojcowie podkreślali, że stał się On posłuszny, przywracając naszej ludzkiej naturze, poprzez swoją pokorę i posłuszeństwo to, co zostało stracone z powodu nieposłuszeństwa Adama.

    W modlitwie, w relacji z Bogiem, otwieramy nasz umysł, serce, wolę na działanie Ducha Świętego, aby wejść w tę samą dynamikę życia, jak stwierdza święty Cyryl Aleksandryjski, którego wspomnienie dziś obchodzimy: „Dzieło Ducha stara się nas przekształcić poprzez łaskę w doskonałą kopię Jego upokorzenia” (List świąteczny, 10,4). Natomiast ludzka logika często poszukuje samorealizacji we władzy, panowaniu, w potężnych środkach. Człowiek ciągle chce zbudować o własnych siłach wieżę Babel, żeby osiągnąć wysokości Boga, aby być jak Bóg, Wcielenie i krzyż przypominają nam, że pełna realizacja polega na podporządkowaniu naszej ludzkiej woli, woli Ojca, w ogołoceniu się ze swojego egoizmu, aby napełnić się miłością, Bożym miłosierdziem i stać się w ten sposób naprawdę zdolnymi do miłowania innych. Człowiek nie odnajduje siebie pozostając w sobie, zdobywając uznanie, lecz wychodząc z siebie, jedynie wyjdziemy z samych siebie odnajdziemy siebie. Jeśli Adam chciałby naśladować Boga, co samo w sobie nie było złą ideą, to miał fałszywą ideę Boga. Bóg nie chce wielkości. Bóg jest miłością darującą siebie w Trójcy Świętej, a następnie w dziele stworzenia: Naśladować Boga to znaczy wyjść z samego siebie, dać siebie w miłości.

    W drugiej części tego „hymnu chrystologicznego” z Listu do Filipian podmiot się zmienia – nie jest nim już Chrystus, ale Bóg Ojciec. Św. Paweł podkreśla, że właśnie z powodu posłuszeństwa woli Ojca aż do najwyższego aktu miłości na krzyżu, „Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię” (Flp 2,9). Ten, który głęboko się uniżył przyjmując kondycję niewolnika zostaje wywyższony, wyniesiony ponad wszystko przez Ojca, który daje jemu imię „Kyrios”, „Pan”. W obliczu tego nowego imienia, które w istocie jest imieniem samego Boga w Starym Testamencie „zgina się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca” (ww. 10-11). Jezus, który jest wyniesiony to Jezus Ostatniej Wieczerzy, który składa szaty, przepasuje się ręcznikiem, pochyla się, aby umyć Apostołom nogi i pyta ich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi” (J 13, 12-14). Ważne, aby o tym pamiętać zawsze w naszej modlitwie i w naszym życiu: „wznoszenie się ku Bogu ma miejsce właśnie w uniżeniu pokornej służby, w uniżeniu miłości, która stanowi istotę Boga i dlatego jest autentycznie oczyszczającą siłą, uzdalniającą człowieka do poznawania i oglądania Boga” (Jezus z Nazaretu, Kraków 2007, s. 89).

    Hymn z Listu do Filipian daje nam dwa ważne wskazania dla naszej modlitwy. Pierwsze to wezwanie „Panie” skierowane do Jezusa Chrystusa, siedzącego po prawicy Ojca: On jest jedynym Panem naszego życia, pośród wielu „panujących”, którzy chcą nim kierować i przewodzić. Z tego względu koniecznie trzeba mieć skalę wartości, w której prymat należy do Boga, aby wraz ze św. Pawłem powiedzieć: „wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego” (Flp 3,8). Spotkanie ze Zmartwychwstałym sprawiło, że zrozumiał, iż tylko On jest jedynym skarbem dla którego warto poświęcić swoje życie.

    Drugie wskazanie to prostracja, „zginanie się każdego kolana” na ziemi i na niebie, przywołujące wyrażenie proroka Izajasza, w którym wskazuje, że wszystkie stworzenia muszą oddawać cześć Bogu (por. 45, 23). Przyklęknięcie przed Najświętszym Sakramentem, czy klękanie do modlitwy wyrażają właśnie postawę adoracji wobec Boga, także poprzez postawę ciała. Dlatego ważne jest, aby wypełniać ten gest nie z nawyku i w pośpiechu, ale z głęboką świadomością. Kiedy klękamy przed Panem, wyznajemy naszą wiarę w Niego, uznajemy, że On jest jedynym Panem naszego życia.

    Drodzy bracia i siostry, w naszej modlitwie kierujmy nasz wzrok na Krucyfiks, częściej zatrzymajmy się na adoracji przed Eucharystią, aby nasze życie wkroczyło w miłość Boga, który pokornie się uniżył, aby nas wnieść aż do Niego. Na początku katechezy pytaliśmy się, jak św. Paweł mógł się radować w obliczu bezpośredniego zagrożenia męczeństwem i przelaniem swej krwi. Jest to możliwe tylko dlatego, że Apostoł nigdy nie spuszczał wzroku z Chrystusa, aż stał się do Niego podobnym w śmierci, „w nadziei, że …dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych”. (Flp 3,10-11). Powiedzmy i my, jak św. Franciszek przed krzyżem: „Najwyższy, chwalebny Boże, rozjaśnij ciemności mego serca i daj mi, Panie, prawdziwą wiarę, niezachwianą nadzieję i doskonałą miłość, zrozumienie i poznanie, abym wypełniał Twoją świętą i prawdziwą wolę. Amen”. (por. Modlitwa przed krzyżem: FF [276]).

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php


  • Modlitwa uczy bezinteresowności

    Modlitwa uczy bezinteresowności – katecheza Benedykta XVI z 20 czerwca 2012
    Drodzy bracia i siostry,

    Nasza modlitwa jest bardzo często prośbą o pomoc w potrzebach. Jest to dla człowieka normalne, gdyż potrzebujemy pomocy, potrzebujemy innych ludzi, potrzebujemy Boga. Jest więc dla nas czymś normalnym, że zwracamy się do Boga z prośbą, staramy się o Jego pomoc. Musimy też pamiętać, że modlitwa, jakiej nauczył nas Pan, „Ojcze nasz” jest modlitwą prośby. Pan uczy nas przez nią priorytetów naszej modlitwy, oczyszcza nasze pragnienia i w ten sposób oczyszcza też nasze serce. Tak więc, choć naturalne jest samo przez się, że w modlitwie o coś prosimy, to nie powinno być tak wyłącznie. Są także powody do dziękczynienia. Jeśli jesteśmy choć trochę wrażliwi, dostrzegamy, że otrzymujemy od Boga tak wiele dobra. Jest On tak dobry wobec nas, że wypada i trzeba podziękować. Potrzebna jest także modlitwa uwielbienia. Jeżeli nasze serce jest otwarte, to widzimy, pomimo wszystkich problemów, także piękno Jego stworzenia. Powinniśmy więc nie tylko prosić, ale także uwielbiać i dziękować Panu. W ten sposób nasza modlitwa jest pełna.

    W swoich listach św. Paweł nie tylko mówi o modlitwie, ale przekazuje modlitwy, z pewnością także prośby, ale również uwielbienia i błogosławieństwa za to, co Bóg zdziałał i nieustannie dokonuje w dziejach ludzkości.

    Dziś chcę się zatrzymać na pierwszym rozdziale Listu do Efezjan, który rozpoczyna się właśnie od modlitwy, hymnu błogosławieństwa, wyrazu dziękczynienia i radości. Św. Paweł błogosławi Boga, Pana naszego Jezusa Chrystusa, ponieważ w Nim „nam oznajmił tajemnicę swej woli” (Ef 1,9). Rzeczywiście motywem dziękczynienia jest to, że Bóg pozwala nam poznać, to, co ukryte, swoją wolę wobec nas, tajemnicę swej woli. „Mysterion” – „tajemnica”: to termin, który często powraca w Piśmie Świętym i w liturgii. W języku potocznym wskazuje on na to, czego nie można poznać, rzeczywistość, której nie możemy pojąć naszą inteligencją. Hymn rozpoczynający List do Efezjan prowadzi nas za rękę ku głębszemu znaczeniu tego terminu i wskazywanej przezeń rzeczywistości. Dla ludzi wierzących „tajemnica” jest nie tyle tym, co nieznane, ile raczej tajemniczą wolą Boga, Jego planem miłości, który objawił się w pełni w Jezusie Chrystusie i daje nam możliwość, abyśmy „wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość i poznać miłość Chrystusa” (Ef 3,18-19). Tajemnica, to co nieznane w Bogu, objawiło się, to prawda, że Bóg nas kocha i to kocha od początku, od wieczności.

    Zatrzymajmy się na tej uroczystej i głębokiej modlitwie. „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ef 1,3). Św. Paweł używa słowa „euloghei”, które zazwyczaj jest tłumaczeniem hebrajskiego „barak”: to znaczy uwielbiać, wychwalać, dziękować Bogu Ojcu jako źródłu dóbr zbawienia, jako Temu, który „napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie”.

    Apostoł dziękuje i uwielbia, ale zastanawia się też nad motywami pobudzającymi człowieka do tego uwielbienia, przedstawiając zasadnicze elementy planu Bożego i jego etapy. Przede wszystkim powinniśmy błogosławić Boga Ojca, gdyż On „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem z miłości” (w. 4). Tym, co czyni nas świętymi i niepokalanymi jest miłość. Bóg powołał nas do istnienia, do świętości, a wybór jest wcześniejszy niż stworzenie świata. Od zawsze jesteśmy w Jego planie, w Jego myśli. Wraz z prorokiem Jeremiaszem także my możemy powiedzieć, że znał nas zanim ukształtował nas w łonie matki (por. Jr 1,5); a znając umiłował nas. Powołanie do świętości, to znaczy do komunii z Bogiem, należy do Jego odwiecznego planu, planu, który rozciąga się na całe dzieje i obejmuje wszystkich ludzi świata, ponieważ jest to powołanie powszechne. Bóg nikogo nie wyklucza, Jego plan jest jedynie planem miłości. Święty Jan Chryzostom stwierdza: „Bóg sam uczynił nas świętymi, ale my jesteśmy powołani, abyśmy pozostali świętymi. Święty to ten, kto żyje w wierze” (Homilie do Listu do Efezjan, 1,1,4).

    Św. Paweł mówi dalej, że przeznaczył On nas, wybrał, abyśmy byli „przybranymi synami przez Jezusa Chrystusa”, abyśmy byli włączeni w Jego Jednorodzonego Syna. Apostoł podkreśla darmowość tego cudownego planu Boga dla ludzkości. Bóg nas wybiera nie dlatego, że jesteśmy dobrzy, ale dlatego, że On jest dobry. W starożytności mówiono, że „bonum est diffusivum sui” – dobro przekazuje nam siebie, do natury dobra należy jego samo upowszechnianie, rozszerzanie. Ponieważ Bóg jest Dobrem – jest przekazywaniem dobra, pragnie przekazywać dobro, stwarza – ponieważ pragnie przekazywać nam swoje Dobro i uczynić nas dobrymi, świętymi.

    W centrum modlitwy błogosławieństwa, Apostoł ukazuje sposób w jaki dokonuje się plan zbawienia Ojca w Chrystusie, w Jego umiłowanym Synu: „W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski” (Ef 1,7). Krzyżowa ofiara Chrystusa jest wydarzeniem wyjątkowym i niepowtarzalnym, poprzez które Ojciec ukazał niezwykle jasno swoją miłość wobec nas, nie tylko słowami, ale w konkretny sposób. Bóg jest tak konkretny w swojej miłości, że wchodzi w historię, staje się człowiekiem, aby odczuć co to znaczy, jak to jest i przyjmuje drogę cierpienia, męki, znosząc także śmierć. Miłość Boga jest tak konkretna, że uczestniczy również w naszym cierpieniu i umieraniu. Ofiara Krzyża sprawia, że stajemy się „własnością Boga”, ponieważ krew Chrystusa wykupiła nas od grzechu, oczyszcza nas od zła, chroni nas od niewoli grzechu i śmierci. Św. Paweł zachęca nas do zastanowienia się nad tym, jak głęboka jest miłość Boga, który przemienia historię, miłość która przekształciła jego życie z prześladowcy chrześcijan w niestrudzonego Apostoła Ewangelii. Rozbrzmiewają raz jeszcze uspokajające słowa Listu do Rzymian: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?… I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,31-32.38-39). Ta pewność – Bóg jest dla nas! Żadne stworzenie nie może nas oddzielić, gdyż Jego miłość jest mocniejsza. Musimy to włączyć w nasze życie, w naszą chrześcijańską świadomość.

    Wreszcie, Boże błogosławieństwo kończy się wskazaniem na Ducha Świętego, który został wlany w nasze serca; Pocieszyciela, którego otrzymaliśmy jako obiecaną pieczęć: „On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu” (Ef 1,14). Odkupienie nie jest jeszcze zakończone – odczuwamy to, ale będzie miało swoje wypełnienie, kiedy ci, których Bóg nabył, zostaną zbawieni. Jesteśmy jeszcze na drodze odkupienia, którego rzeczywistość istotna jest nam dana wraz ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa. Jesteśmy w drodze do ostatecznego odkupienia, do pełnego wyzwolenia dzieci Bożych. Duch Święty jest pewnością, że Bóg doprowadzi do wypełnienia swój plan zbawienia, kiedy „wszystko na nowo zjednoczy w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi”(Ef 1,10). Św. Jan Chryzostom komentuje: „Bóg nas wybrał ze względu na wiarę i odcisnął w nas pieczęć dla dziedzictwa przyszłej chwały” (Homilie do Listu do Efezjan 2,11-14). Musimy się zgodzić, że droga odkupienia jest także naszą drogą, gdyż Bóg pragnie stworzeń wolnych, które w sposób swobodny mówią „tak”. Jest to jednak nade wszystko i po pierwsze Jego droga. Jesteśmy w Jego rękach i to teraz do naszej wolności należy pójście drogą, którą On otworzył. Idziemy drogą odkupienia wraz z Chrystusem i odczuwamy, że odkupienie się dokonuje.

    Wizja, jaką nam przedstawia święty Paweł w tej wielkiej modlitwie błogosławieństwa doprowadziła nas do kontemplowania działania Trzech Osób Trójcy Świętej: Ojca, który wybrał nas przed stworzeniem świata, pomyślał nas i stworzył, Syna, który nas odkupił przez swoją Krew i Ducha Świętego – zadatku naszego odkupienia i przyszłej chwały. W nieustannej modlitwie, w codziennej relacji z Bogiem uczymy się, podobnie jak święty Paweł, dostrzegania coraz jaśniej znaków tego planu i tego działania: w pięknie Stwórcy, który wyłania się ze swych stworzeń (por. Ef 3,9), jak śpiewa św. Franciszek z Asyżu: „Pochwalony bądź, Panie, z wszystkimi Twoimi stworzeniami” (FF 263). Właśnie teraz, także w okresie wakacyjnym ważna jest nasza wrażliwość na piękno stworzenia, dostrzeganie, że w tym pięknie ujawnia się oblicze Boga. Święci pokazują nam w swoim życiu w wyrazisty sposób, co może sprawić moc Boga w ludzkiej słabości. Może ona tego dokonać także w naszym życiu. W całej historii zbawienia, w której Bóg stał się bliskim wobec nas i cierpliwie oczekuje naszych decyzji, rozumie nasze niewierności, zachęca nas do zaangażowania i nas prowadzi.

    W modlitwie uczymy się dostrzegać znaki tego miłosiernego planu w drodze Kościoła. W ten sposób wzrastamy w miłości Boga, otwierając bramę, aby Trójca Święta przybyła, żeby w nas zamieszkać, oświecić, ogrzać, kierować naszym życiem. „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać” (J 14,23) powiada Jezus obiecując uczniom dar Ducha Świętego, który wszystkiego nauczy. Św. Ireneusz niegdyś powiedział, że we Wcieleniu Duch Święty przyzwyczaił się do zamieszkania w człowieku. W modlitwie powinniśmy się przyzwyczaić do bycia z Bogiem. Jest to bardzo ważne, abyśmy się nauczyli być z Bogiem i widzieli w ten sposób, jak dobrze jest być z Nim, który jest odkupieniem.

    Drodzy przyjaciele, kiedy modlitwa karmi nasze życie duchowe, stajemy się zdolni do zachowania tego, co św. Paweł nazywa „tajemnicą wiary” (por 1 Tm 3,9). Modlitwa jako sposób przyzwyczajenia się do bycia z Bogiem, rodzi ludzi ożywianych nie egoizmem, żądzą posiadania, spragnionych władzy, lecz ludzi bezinteresownych, pragnących kochać, spragnionych służenia innym, to znaczy ożywianych Bogiem. Tylko w ten sposób można wnieść światło w ciemności świata.

    Chciałbym zakończyć tę katechezę słowami z epilogu Listu do Rzymian. Wraz ze św. Pawłem także i my dzięki składamy Bogu, gdyż powiedział nam o sobie wszystko w Jezusie Chrystusie i dał nam Pocieszyciela, Ducha prawdy. Pisze św. Paweł pod koniec Listu do Rzymian: „Temu, który ma moc utwierdzić was zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem Jezusa Chrystusa, zgodnie z objawioną tajemnicą, dla dawnych wieków ukrytą, teraz jednak ujawnioną, a przez pisma prorockie na rozkaz odwiecznego Boga wszystkim narodom obwieszczoną, dla skłonienia ich do posłuszeństwa wierze, Bogu, który jedynie jest mądry, przez Jezusa Chrystusa, niech będzie chwała na wieki wieków! Amen (16, 25-27). Dziękuję.

    http://www.opoka.org.pl/nauczanie/papiez/benedykt_xvi/audiencje.php