• 25 września Żywot świętego Pelagiusza, Męczennika

    (żył około roku Pańskiego 925)

    Święty Pelagiusz był krewnym Hermogiusza, biskupa Tui w Hiszpanii. W jednej z bitew z Saracenami dostał się Hermogiusz do niewoli, wnet jednak wypuszczono go na wolność w zamian za kilku znakomitych Saracenów znajdujących się w rękach Hiszpanów. Do czasu ich uwolnienia dał Hermogiusz władcy Saracenów, Abderramanowi, Pelagiusza, dziesięcioletnie pacholę, jako zakładnika.

    Gdy mimo upływu trzech lat Hermogiusz nie dopełnił warunków ugody, Abderraman postanowił zgładzić Pelagiusza ze świata, ale po namyśle powziął inne postanowienie. Pewnego dnia rzekł do swych doradców: „Daruję chłopcu życie i obdarzę go wolnością, byle by przyjął wiarę Mahometa. Przywdziejcie mu więc szaty świąteczne i stawcie go przede mną”. Gdy przyprowadzono Pelagiusza, odezwał się do niego: „Nie tylko cię ułaskawię i zatrzymam u siebie, ale obsypię cię pieniędzmi i zleję na ciebie najwyższe godności i dostojeństwa, byle byś się wyrzekł chrześcijaństwa i przyjął naszą wiarę”. Chłopczyk odpowiedział szczerze i otwarcie: „Trudno mi, a nawet nie podobna przystać na propozycję twoją. Wiara moja posiada nieskończoną i wiekuistą wartość, to zaś, co mi obiecujesz, jest marnym świecidłem”.

    Święty Pelagiusz

    Nie mogąc pojąć takiej śmiałości i pogardy dla jego obietnic, zawrzał Abderraman straszliwym gniewem i zawołał: „Albo natychmiast przeklniesz wiarę w Chrystusa, albo czeka cię śmierć pełna udręczeń!” Pelagiusz nie namyślał się wcale, lecz zrobiwszy na sobie znak krzyża świętego oddał się w ręce siepaczy. Ci ucinali mu jeden członek po drugim; najpierw odcięli mu wargi, nos, policzki i uszy, wyłupili mu oczy, potem odjęli mu palce u nóg, poprzerzynali stawy kolan, rąk i ramion aż pod same pachy, i tak przez sześć godzin pastwili się nad nim z okrucieństwem tygrysa. Święty Męczennik zniósł wszystko z męstwem podziwu godnym. Ani jeden jęk nie wyrwał się z jego piersi; usta jego szeptały ciche modlitwy, dopóki dusza jego nie uleciała w krainy niebieskie. Stało się to w dniu 26 czerwca roku Pańskiego 925. Pocięte jego członki rzucili Saraceni do wody, ale chrześcijanie pozbierali je i pochowali na cmentarzu świętego Gennediusza, a głowę umieścili w kościele świętego Cypriana. Święty Pelagiusz jest do dziś przedmiotem powszechnej czci w Hiszpanii i patronem wielu tamtejszych kościołów.

    Nauka moralna

    Święty Pelagiusz może istotnie być dla każdego chrześcijanina przykładem prawdziwej, na głębokiej wierze opartej nadziei i otuchy. Rozłączony z ukochaną rodziną, przebywając na dworze niechrześcijańskiego władcy jako jeniec i zakładnik, polecił się opiece Boskiej i czekał bez lęku na to, co Opatrzność Boża na niego ześle. I nas Bóg przy chrzcie świętym obdarzył nadprzyrodzoną łaską nadziei; ćwiczmy się w niej i mnóżmy ją w sobie, idąc za przykładem tego świętego młodzieniaszka. Dokonać tego możemy trojakim sposobem:

    1) Nie przywiązujmy się zanadto do dóbr doczesnych, dostojeństw, zaszczytów, pieniędzy i zmysłowych rozkoszy, lecz mówmy z św. Pelagiuszem: „Duszo moja, wszystkie dobra doczesne są tylko sennym marzeniem. Mądrość i miłosierdzie Boże dały ci na ten krótki przeciąg żywota tyle, ile ci potrzeba, i da ci wszystko, ile ci tylko będzie potrzeba aż do godziny zgonu. Pragnij przeto więcej łaski żywota pobożnego i świątobliwego, i staraj się o szczęście wiekuiste”. Pokusy są silne i rozliczne, ponęty pożądliwości wielkie i trudne do pokonania, ale im częściej w sobie ożywiać będziemy nadzieję prawdziwych radości niebieskich, tym pewniej odniesiemy zwycięstwo nad pociągiem do rzeczy marnych i znikomych.

    2) Co do życia i zdrowia, obowiązków powołania i troski o byt, najlepiej pójść za radą świętego Piotra: „Zdajcie wszystkie kłopoty swoje na Boga, gdyż Ten ma o was staranie”. A święty Mateusz mówi: „Jeśli nie będziecie jak ci mali, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego”. Dziecię jest zawsze dobrej myśli, nie wie, co to frasować i troszczyć się, nie pyta o to, skąd ojciec weźmie na jego utrzymanie; a poza tym o nic nie dba, w przekonaniu, że ojciec o wszystko się postara. Tak i my powinniśmy ufać Bogu i pokładać w Nim nadzieję. Nie znaczy to, abyśmy założyli ręce; taka nadzieja byłaby grzeszna i zuchwała. Bez Boga nie zdołamy sobie pomóc, ale i Bóg nam nie pomoże, jeśli sami się nie przyczynimy.

    3) W biedzie i ucisku, w smutku i utrapieniu nie traćmy ducha i znośmy wszystko cierpliwie, pomnąc na to, że wszelkie cierpienia przemijają, a radości niebieskie są wiecznotrwałe. Mając to na myśli, krzepić się będziemy nadzieją i uczujemy się silnymi w duchu. Pamiętajmy o tym, że nasz krótki pobyt na tym padole płaczu jest czasem prób i doświadczeń, że inną drogą nie dojdziemy do Nieba i wiekuistych jego radości, jak tylko drogą krzyżową, którą sam Chrystus chodził. Przez całe sześć godzin zadawano Pelagiuszowi niesłychane męki i udręczenia. Cóż go krzepiło, cóż go powstrzymywało od jęków i narzekań, jeśli nie nadzieja nagrody niebieskiej? Owe sześć godzin strasznych mąk i udręczeń zapisał mu Bóg w księdze zasług jego, a wierny swej obietnicy, nagradza mu je szczodrze i hojnie od lat blisko tysiąca. Wstyd przeto i hańba chrześcijanom, którzy szemrząc i niecierpliwiąc się w złej doli, pozwalają się zawstydzić młodziutkiemu Pelagiuszowi.

    Modlitwa

    Boże wszechmogący, któryś młodzieniaszka świętego Pelagiusza obdarzył siłą zniesienia najstraszliwszych mąk i katuszy, racz i nas łaskawie utwierdzić w przekonaniu, że wszelkie strapienia, smutki i niepowodzenia, jakie Ci się spodoba na nas zsyłać, mają tylko dobro nasze na oku i zmierzają jedynie do tego, aby nas uczynić godniejszymi szczęścia wiekuistego, które przeznaczyłeś dla tych, którzy się Ciebie trzymają i wiernie Ci służą. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 24 września Żywot świętego Gerarda, biskupa i Męczennika

    (Żył około roku Pańskiego 1046)

    Około roku 1003 szło kilku pielgrzymów przez Węgry do Ziemi świętej, nawiedzić Grób Pana Jezusa w Jerozolimie. Między pątnikami było dwóch włoskich benedyktynów, Gerard i Maurus. Zakonnicy ci spodobali się królowi węgierskiemu świętemu Stefanowi dla głębokiej nauki i pokory, prosił ich zatem, aby pozostali na Węgrzech i nauczali jego poddanych wiary św. Gerard, liczący wówczas lat 33, prosił króla, by mu dał czas do przygotowania się do misji, zanim nie skończą się zamieszki, które wtedy panowały na Węgrzech i nie nadejdzie pozwolenie od papieża, po czym zbudował sobie pustelnię, gdzie przez lat siedem oddawał się wraz z Maurem modlitwie i srogim umartwieniom. Gdy nastał pokój i nadeszło upoważnienie z Rzymu, król posłał po nich i nakłonił Gerarda do przyjęcia biskupstwa misyjnego Czanad, tj. do rozpoczęcia apostolstwa w tej części kraju i nawracania ludu do wiary Chrystusowej.

    Gerard cieszył się wielkim powodzeniem w jednaniu sobie serc i przychylności pogan. W ciągu kilku lat liczba ochrzczonych stała się tak wielką, że trzeba było pomyśleć o budowaniu kościołów i kaplic. W Czanadzie zbudował Gerard katedrę ze wspaniałym ołtarzem Matki Boskiej, przy którym co sobotę odprawiał uroczystą Mszę, a rano i wieczór odmawiał modlitwy. Miał Gerard osobliwą cześć dla Najświętszej Panny; kto go prosił w Imię Maryi, mógł być pewny wysłuchania. Od niego zaczął się u Węgrów zwyczaj nazywania Maryi „Pani nasza”. Bez wytchnienia objeżdżał diecezję, by się przekonać, jak duchowni wypełniają swe obowiązki i jak się odbywa nabożeństwo. O biednych i chorych dbał jak ojciec, a mimo nieustannych trudów nosił pod grubą wierzchnią szatą ostrą włosiennicę. Surowy dla nieposłusznych, dla pokutujących był łagodny i łaskawy.

    Święty Gerard

    Po śmierci świętego Stefana (1038) zaczął się smutny czas dla wiary na Węgrzech. Zaczęło się od walki o koronę. Ada, współzawodnik Piotra, następcy św. Stefana, wtargnął przed Wielkanocą do katedry czanadzkiej i zażądał, aby go Gerard ukoronował na króla. Gerard, wstąpiwszy na ambonę, oświadczył w ognistej przemowie: „Czas postu jest czasem przebaczenia dla grzeszników, czasem zasługi dla sprawiedliwych, ty zaś, Ado, splamiłeś się krwią i nie zasługujesz na łaskę Pana Boga. Jestem gotów każdej chwili ponieść śmierć za Zbawiciela, więc nie będę milczał. Wiedz nadto, że za trzy lata miecz odbierze ci wraz z życiem i władzę wziętą chytrością i przemocą!” Przerażony tą przepowiednią Ada nie śmiał ściągnąć ręki na biskupa. W trzy lata potem wydarł mu Piotr władzę i pozbawił go życia, ale i jego wkrótce wypędzili po raz drugi magnaci z powodu wiarołomstwa, a wybrali królem Andrzeja, krewnego św. Stefana, pod warunkiem, że zniesie prawa burzące pogaństwo, zakaże wyznawać Chrystusa, pozabija księży, zakonników i biskupów, i zburzy kościoły i ołtarze. Andrzej przystał na to.

    Na wieść o tym Gerard udał się wraz z trzema innymi biskupami do króla, aby go wezwać do porzucenia tych zbrodniczych zamiarów. Gdy przeprawiali się przez Dunaj, wyskoczył z ukrycia książę Vatha, jeden z najzacieklejszych pogan, na czele gromady zbrojnych, którzy powalili Gerarda na ziemię i zabili go dzidami. Tego samego dnia zamordowano dwu innych biskupów i wielu kapłanów. Nie daremnie jednak popłynęła krew Męczenników, gdyż przeważna część narodu ujęła się za chrześcijanami. Król zląkł się, gdy lud pochwycił za oręż dla obrony porządku ustanowionego przez św. Stefana, i uznawszy swą winę zwołał sejm i przywrócił zakaz wyznawania pogaństwa. Zwłoki świętego Gerarda złożono uroczyście w katedrze czanadzkiej, a później przewieziono je do Wenecji, jego miasta rodzinnego, gdzie spoczywają dotychczas w kościele Matki Boskiej. W roku 1083 zaliczono go wraz z królem Stefanem i jego synem Emerykiem do Świętych.

    Nauka moralna

    Święty Gerard postawił przed ołtarzem Matki Boskiej srebrny kocioł, z którego wznosiła się woń kadzideł ku Niebu. Zastanówmy się pokrótce, jakie może być znaczenie tego obrządku.

    1) Już w drugiej księdze Mojżesza czytamy o użyciu kadzidła w celu religijnym i liturgicznym. Pogańskie narody nie posiadają tak dawnych dokumentów, którymi by mogły udowodnić używanie kadzidła w nabożeństwie. Stąd wynika, że sam Bóg wydał takie rozporządzenie. On wybranemu narodowi objawił, jak ma zaprawiać i mieszać kadzidła, gdzie i kiedy je zapalać, On polecił, aby nikt nie używał ich dla siebie, gdyż „poświęcone są czci Boga”. Mędrcy wschodni przynieśli do Betlejem kadzidło w hołdzie Dzieciątku świętemu. Święty Jan porównywa modły Świętych do woni kadzideł. Sobór trydencki poleca kadzidło do tych obrzędów, które przyczyniają się do powiększenia majestatu Ofiary świętej i wzniesienia ducha wiernych ku Niebu. Święty Tomasz z Akwinu mówi, że kadzidło dla swej woni szczególnie nadaje się do obrzędów religijnych i wznieca cześć i uwielbienie świętych tajemnic wiary.

    2) Znaczenie kadzidła ujawnia się jeszcze więcej w jego spaleniu, wtedy bowiem używamy go na podniesienie czci i uwielbienia należnego majestatowi Boskiemu, i wyrażamy symbolicznie, że i nasze serce płonie i gorzeje tęskną miłością Boga. Dym, wznoszący się z kadzideł, jest obrazem naszych modłów, wzbijających się ku Niebu i błagających Najwyższego o łaskę i miłosierdzie dla nas grzesznych. Razem z kłębami dymu, wznoszącego się przed ołtarzem Matki Boskiej w Czanadzie, wznosiła się do stóp tronu Przedwiecznego prośba: „Nie gardź prośbami naszymi w utrapieniu naszym, chwalebna i błogosławiona Panno, Pani, Pośredniczko, Orędowniczko nasza, abyśmy się godnymi stali obietnic Chrystusowych, abyśmy mogli pokrzepić się Twych cnót, pokory, czystości i miłosierdzia swych bliźnich”.

    Modlitwa

    Święty Gerardzie, który teraz u stóp tronu Boskiego oglądasz i pozdrawiasz przeczystą Dziewicę, wybłagaj mi łaskę, aby Imię Jezusa i Maryi było ostatnim moim westchnieniem na łożu śmiertelnym. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • Łagodnie i z Bojaźnią Bożą zachowujmy czyste sumienie

    1 P 3, 15: Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.
    1 P 3, 16: A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają.
    1 P 3, 17: Lepiej bowiem – jeżeli taka wola Boża – cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle.


  • 23 września Żywot świętej Tekli, panny i Męczenniczki

    (Żyła około roku Pańskiego 80)

    Słynie w Kościele katolickim imię Tekli, godnej uczennicy i córy duchownej Pawła apostoła. Jak diakon św. Stefan stoi na czele chwalebnego szeregu młodzieńców i mężów, którzy wiarę Chrystusa, Syna Bożego, stwierdzili ofiarą krwi i życia, tak Tekla św. jest poprzedniczką triumfującego pocztu świątobliwych dziewic, uwieńczonych podwójną koroną nieskalanego dziewictwa i chwalebnego męczeństwa.

    Pochodziła ona ze znakomitej rodziny pogańskiej, zamieszkałej w mieście Ikonium, położonym w Azji Mniejszej, i otrzymała stosowne wychowanie. Bogactwo rodziców pozwalało jej nie tylko używać wszelkich przyjemności i wygód życia materialnego, ale także szukać zaspokojenia szlachetniejszych popędów i potrzeb ducha. Obeznała się tedy z pięknymi sztukami, pismami słynniejszych mędrców, ćwiczyła się w wymowie, a w stosunkach towarzyskich czarowała wszystkich uprzejmością i delikatnością obejścia. Nie dziw, że patrzyła na życie jako na morze nieprzebranych rozkoszy, jakkolwiek nie puszczała się na zwodnicze jego fale i zachowała serce nieskalane brudem żądz i namiętności.

    Około tego czasu, tj. pomiędzy rokiem 45 a 50 po Chrystusie przybyli do Ikonium św. Paweł i Barnaba, aby opowiadać Ewangelię świętą. Wkrótce rozeszła się po mieście pogłoska, że dwaj przybysze głoszą nową, niesłychaną dotychczas naukę o ukrzyżowanym Bogu-człowieku, który wstąpił w Niebo i kiedyś powróci, aby ludzi sądzić i według zasług wynagradzać ich albo karać. Mówiono, że ci cudzoziemcy odznaczają się nadzwyczajnym darem wymowy, że przywracają zdrowie chorym i kalekom, że już wielu przyjęło ich wiarę, zmieniło sposób życia i czują się szczęśliwymi. Tekla zapragnęła poznać tych mężów, poszła tedy na miejsce, gdzie głosili swoją naukę. Apostoł mówił właśnie o konieczności skruchy, miłosierdziu Bożym, miłości Chrystusa i błogim szczęściu tych, którzy w Niego wierzą. Słowa kaznodziei uczyniły wielkie wrażenie na dziewicy i wznieciły w niej pragnienie łaski, prosiła przeto natchnionego kaznodzieję o udzielenie jej potrzebnej nauki, po czym przyjęła chrzest święty. Odrodzona w duchu, zerwała wszystkie węzły wiążące ją z ziemią, odmówiła ręki narzeczonemu i poślubiła wierność dozgonną Jezusowi Chrystusowi.

    Święta Tekla

    Rodzice, nie umiejąc sobie wytłumaczyć jej postępowania, zarzucali jej, że dobrowolnie wyrzekła się szczęścia, jakie zapewnia majątek, uroda i połączenie się węzłem małżeńskim z młodzieńcem znakomitego rodu, i usiłowali ją odwieść od powziętego zamiaru. Na próżno. Daremne były perswazje ojca, łzy matki, prośby krewnych, a nawet pogróżki miotane ze wszystkich stron. Tekla nie chciała odstąpić Chrystusa, a w duchu jej brzmiały głośniej od wszelkich nalegań słowa Ducha świętego: „Niezamężna dziewica myśli o tym, co Panu jest miłe i pragnie być świętą na ciele i duszy”. Widząc, że ją chcą przemocą przywieść do zmiany postanowienia, uciekła z domu i pobiegła za Pawłem, spodziewając się, że ten obmyśli jej bezpieczne schronienie, wysłano jednak za nią pogoń i sprowadzono ją z powrotem do rodziców, którzy oskarżyli ją przed sądem, że wyparłszy się wiary przodków uznała Chrystusa za Boga, a tym samym stała się winną grzesznego uporu.

    Tekla zeznała uroczyście, że jest i pozostanie chrześcijanką, zaczem sędzia zawyrokował, że ma być rzucona na pastwę dzikim zwierzętom. Spokojnie uklękła święta dziewica na arenie z oczyma w niebo wzniesionymi, jak gdyby czekała na przybycie chóru aniołów, a nie na srogie lwy i krwiożercze tygrysy.

    Zbliżył się ogromny lew w podskokach, ale stanąwszy przed nią, stał się jakoby łagodne jagnię, położył się u jej nóg i począł lizać jej stopy. Święty Ambroży mówi: „Dzika bestia oddała cześć uwielbienia swej zdobyczy, wyparła się swej natury a przybrała usposobienie, którego się ludzie wyrzekli. Ludzie bowiem w srogim okrucieństwie poszczuli zwierzę na dziewicę, a zwierzę, liżąc stopy panienki, pokazało, co ludzie powinni byli uczynić”.

    Sędzia, nie wzruszony tym wypadkiem, skazał Teklę na spalenie. Przeżegnawszy się, wstąpiła święta panienka na stos; buchnął płomień w górę i ogarnął ją jak żagiel wiatrem wydęty, ale nie wyrządził jej żadnej szkody, a po chwili zachmurzyło się niebo i rzęsisty deszcz przygasił płomienie. Zawzięty sędzia kazał Teklę wrzucić w głęboki dół pełen żmij, ale z niebios spadł piorun i zabił gady, nie uczyniwszy krzywdy dziewicy.

    Bardzo wielu świadków tego zdarzenia nawróciło się do Chrystusa, a inni tak głośno szemrali na nienasyconą srogość sędziego, że nieludzki tyran musiał poprzestać na wygnaniu Tekli z miasta. Udała się teraz do Seleucji w Izaurii, zbudowała sobie w pobliżu miasta szałas z chrustu i gałęzi i wiodła nadal żywot pełen umartwień.

    Umarła z końcem pierwszego wieku, licząc lat 90, a grób jej wkrótce zasłynął cudami.

    Nauka moralna

    Święta Tekla nie dlatego zerwała narzeczeństwo, że jej oblubieniec był poganinem i wzdrygał się przyjąć wiarę chrześcijańską, lecz z przekonania o wysokiej wartości dziewictwa. Na czymże wartość ta polega?

    1) Otóż przede wszystkim na dobrowolnym wyrzeczeniu się pożycia małżeńskiego. Dziewica chrześcijańska pozbywa się tym sposobem wielkiego brzemienia trosk i kłopotów i zachowuje sobie wszelką swobodę oddawania się modlitwie, pobożności i ćwiczeniom ducha. Nie jest wtedy zależna od męża, który może być człowiekiem złym i oburzać się jej pobożnością i przystępowaniem do Sakramentu Ołtarza, jako też nie ma na głowie kłopotu o dzieci i ich wychowanie, o zbieranie dla nich majątku i zapewnienie im utrzymania i stanowiska w świecie. Ileż mamy matek, które krwawe łzy wylewają z powodu dzieci, które albo wcześnie umierają, albo też puszczają się na drogę zgorszenia i zdrożności! Ileż widzimy wdów, które mąż rychło odumarł! Mądra zaiste jest dziewica, która z nieufnością spogląda na mniemane szczęście pożycia małżeńskiego.

    2) Wartość dziewictwa polega dalej na zjednoczeniu i połączeniu z Bogiem. Prawdziwa dziewica nie unika małżeństwa dlatego, aby prześnić życie w wygodach, lecz ażeby poślubić na wieki Boga-człowieka, którego jarzmo jest słodkie. Chrześcijańska dziewica chce żyć tylko dla Boga, który ją stworzył, odkupił swą śmiercią na krzyżu i jednoczy się z nią w Sakramencie Krwi i Ciała, do Niego chce tylko należeć, Jemu służyć i podobać się, Jemu oddać się całą duszą i nieskalanym ciałem. Z Nim jedynie czuje się szczęśliwą, jej Oblubieniec nigdy nie umrze, jej dzieci – tj. cnoty i dobre czyny – są nieśmiertelne i towarzyszą jej na drugi świat; pod skrzydłem opieki Jezusa czuje się spokojną i bezpieczną, mówiąc: „Sławić i chwalić Cię będę, Panie i Królu, Boże i Zbawicielu mój! Ty bowiem byłeś pomocnikiem i obrońcą moim. Tyś ocalił ciało me od zguby, od sideł złego języka, od ust kłamliwych i byłeś mi sprzymierzeńcem przeciw wrogom moim. Ty oswobodziłeś mnie według wielkości miłosierdzia swego od ryczących, którzy gotowi byli pożreć mnie, jako też od tych, którzy czyhali na duszę moją, od utrapień otaczających mnie i od płomieni szalejących wokoło, tak iż nie spłonęłam w nich”.

    Modlitwa

    Wszechmogący Boże, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba świętej Tekli, Męczenniczki Twojej, doznali nie tylko pociechy przez święcenie jej uroczystości, ale przez przykład jej wytrwałości w wierze doznali zarazem wzrostu w żywości wiary naszej. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 22 września Żywot świętego Maurycego i jego legionu, Męczenników

    (Umęczeni około roku Pańskiego 300)

    Gdy cesarz rzymski Dioklecjan wyprawił z wojskiem Maksymiana Herkuleusa do Francji dla uśmierzenia powstania, dał mu między innymi pułk czyli legię tzw. tebańską, liczącą przeszło sześć tysięcy mężnych żołnierzy, których dowódcą był Maurycy. Wszyscy ci żołnierze byli chrześcijanami. Przyciągnąwszy ze Wschodu do Rzymu, oświadczyli przed biskupem Marcelim, że wiary świętej nigdy, nawet w największym niebezpieczeństwie nie odstąpią.

    Maksymian, przeprawiwszy się przez wysokie i trudne góry Alpy, zatrzymał się, aby z całym wojskiem złożyć bogom ofiary na uproszenie zwycięstwa. Maurycy, dowiedziawszy się o tym postanowieniu, ruszył dalej, aby nie brać udziału w owych bałwochwalczych ofiarach, ale cesarz kazał mu natychmiast przyłączyć się do reszty wojska i wziąć udział w ofiarach wraz z innymi. Maurycy z przedniejszymi oficerami taką posłał do Maksymiana odpowiedź: „Cesarzu, jesteśmy chrześcijanami i nad wszystkich innych posłusznymi, ale do bałwochwalstwa nigdy. Chcemy dać cesarzowi co cesarskiego, a Bogu co Bożego”. Cesarz posłał żołnierzy, aby legię tebańską zdziesiątkowali za nieposłuszeństwo, to jest zabili co dziesiątego żołnierza. Żołnierze Maurycego nie tylko okazali się ochotnymi do męczeństwa, ale kwapili się nawet do tej śmierci, każdy bowiem życzył sobie, aby go liczba dziesięć nie minęła. Stanęli w porządku, a na którego padł los, z radością dawał szyję pod miecz. Posłańcy cesarscy, rozlawszy krew niewinną, kazali innym udać się na ofiarowanie nakazane przez cesarza, ale Maurycy i inni po raz drugi odpowiedzieli mu przez posłów. „Na obronę cesarstwa przyjechaliśmy, a nie na bałwochwalstwo. Oddajemy cesarzowi posłuszeństwo wszelakie, póki nam przeciw Bogu naszemu nic czynić nie każe. Rozlana krew towarzyszy jeszcze większe czyni nam serce, abyśmy ich męstwo dla Boga naśladowali. Chrześcijanie jesteśmy: tobie ciała, natomiast dusze Chrystusowi oddajemy”. Cesarz kazał ich po raz drugi dziesiątkować, lecz i ci bez wymówki i z ochotą szyje podali. Gdy pozostałym kazano jechać do ofiar, Maurycy i drugi dowódca Eksuperiusz przemówili do towarzyszów swoich: „Widzieliście, jak polegli bracia nasi, dając się sami na ofiarę Chrystusowi. Bałem się, aby jako żołnierze, mając zbrojne ręce, krzywdy swojej nie bronili; ale rozkazania Chrystusowego słuchając, woleli dla Pana swego mężnie umrzeć. Porzućmy tedy i my miecze, zapomnijmy męstwa naszego tam, gdzie inna jest do zwycięstwa duchownego droga. Naśladujmy Chrystusa, który nam lepsze zwycięstwo i zapłatę nagotował”. A do posłów rzekli: „Powiedzcie cesarzowi, że nigdy nie zaprzemy się Boga, który nas stworzył i odkupił. Moglibyśmy się bronić, gdybyśmy chcieli. Widzicie, że mamy w ręku miecze, a rozpacz i chęć zachowania życia dodają męstwa. Ale dla Boga naszego wolimy taką dla Chrystusa śmierć, niżeli zwycięstwo”. Po tych słowach wszyscy odrzucili oręż. Otoczyło ich wojsko i zaczęło ich zabijać, aż wszyscy polegli. Na miejscu, gdzie zginęli, Zygmunt, król Burgundii zbudował później wielki klasztor.

    Święty Maurycy

    Nauka moralna

    Postępowanie św. Maurycego i jego dzielnych legionistów względem Maksymiana, przeciw któremu mogli się byli bronić, a przynajmniej drogo sprzedać zagrożone życie, nasuwa nam mimo woli pytanie, jakie jest stanowisko władzy świeckiej i jak się względem tej władzy zachować powinniśmy.

    1) Władza świecka w kraju jest tym, czym ojciec w rodzinie, papież w Kościele, biskup w diecezji, tj. zastępcą Boga samego. Każda władza i zwierzchność na ziemi jest obrazem władzy i potęgi Boskiej, a nawet nie tylko obrazem, ale i dziełem jej, gdyż zwierzchność tylko może utrzymać ład i porządek, i takie też jest jej zadanie i obowiązek. Jak ciało ludzkie nie może się obyć bez głowy, tak społeczeństwo bez władzy. Jeśli w myśli Boga jest utrzymanie ładu społecznego, toć i z woli Jego jest władza. Słusznie przeto mówi św. Paweł: „Kto się sprzeciwia zwierzchności, sprzeciwia się postanowieniu Bożemu. A którzy się sprzeciwiają, ci potępienia sobie nabywają” (Rzym. 13,2). Sam Pan Jezus powiedział to, mówiąc do Piłata: „Nie miałbyś żadnej mocy przeciw Mnie, gdyby ci z góry nie dano” (Jan 19, 11). Skoro więc władza wobec poddanych zastępuje Boga, a tym samym powołana została do udziału w Jego prawach, to wynika z tego:

    2) że winniśmy posłuszeństwo władzy świeckiej. Opór i wszelki bunt przeciw niej jest zdrożnością. Uznaje to św. Piotr w swym pierwszym liście, stawiając cześć Boga obok czci powinnej władzy jako dwa obowiązki, z których jeden jest wypływem i uzupełnieniem drugiego. „Bójcie się Boga, czcijcie króla”. W zgodzie z nim uczy święty Paweł w liście do Rzymian, że poddany winien władzy to samo posłuszeństwo co Bogu. Legion tebański dobrze wiedział, że Maksymian, jakikolwiek zresztą był jego charakter, jest jego prawowitą władzą, dlatego też w świetle wiary widział w nim swego przez Boga ustanowionego zwierzchnika, oddawał mu cześć należną, okazując mu we wszystkim, co nie stało w jawnym przeciwieństwie z objawieniem Boskim, posłuszeństwo czynne; w tym zaś co temu objawieniu się sprzeciwiało, posłuszeństwo bierne. W żadnym wypadku nie wolno poddanym szemrać przeciwko władzy, lżyć jej, buntować się, silić się na gwałtowne jej obalenie. Bo jak ojciec nie przestaje być ojcem, chociaż niekiedy nadużyje swej władzy w stosunku do żony i dziatek, tak i władza nie przestaje być władzą z powodu nadużyć, jakich się dopuszcza, i należy jej oddawać cześć i szacunek jako instytucji Bożej. Krzywdę, jaką nam wyrządza, znosić trzeba cierpliwie w nadziei, że Bóg, który ją ustanowił, znajdzie drogi i sposoby zapobieżenia dalszemu uciskowi. Żadna klęska, żadne nieszczęście powstające z tyrańskiego nadużywania władzy nie może iść w porównanie ze złem wyradzającym się z zasady, która głosi, że wolno się buntować przeciw niesprawiedliwej zwierzchności. Gdybyśmy się mieli trzymać tej zasady, żadna zwierzchność nie czułaby się bezpieczną, a raczej nie mogłoby być wcale mowy o jakiejkolwiek zwierzchności.

    Modlitwa

    Spraw miłościwie wszechmogący Boże, aby nas uroczystość świętych Męczenników Maurycego i towarzyszy jego święcie rozweseliła, żebyśmy dostąpili skutecznego pośrednictwa u Ciebie tych, których pamiątkę przejścia do chwały Niebieskiej obchodzimy. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • Nasza refleksja nad Dekalogiem jest w naszych czasach niezbędna

    Dekalog był przedmiotem nauczania Jana Pawła II podczas IV pielgrzymki do naszej Ojczyzny, która miała miejsce od 1 do 6 czerwca 1991

    zanim Jan Paweł II przyjechał do Polski, w 91 roku zaczęto mu pisać przemówienia. Oto papież ma powiedzieć, będąc w Polsce, o tych właśnie przemianach ustrojowych. A więc pisano, że papież powinien mówić o demokracji. Że papież powinien mówić o społeczeństwie obywatelskim. Że papież powinien mówić o integracji europejskiej, o wejściu Polski do wspólnoty europejskiej. Że papież powinien mówić o wielokulturowości. Że papież powinien mówić o dialogu, o ekumenizmie. Pojawiały się całe sugestie do kazań, które miał papież wygłosić, w różnych miejscach, oczywiście także i w obrębie Kościoła, trzeba powiedzieć.

    I w ciągu tej jednej kilkudniowej pielgrzymki papież odwiedził: Koszalin, Rzeszów, Przemyśl, Lubaczów, Kielce, Radom, Łomżę, Białystok, Olsztyn, Włocławek, Płock, Warszawę. Proszę zwrócić uwagę: właściwie całą Polskę.

    kiedy już zbliżał się koniec jego pielgrzymowania, to przebywając w Płocku 7 czerwca, na dwa dni przed opuszczeniem Polski, papież powiedział tak: „Wydaje mi się, że katechezy związane z Dekalogiem są może najlepszą przysługą, jaką pielgrzymujący papież mógł oddać swoim rodakom”

    Jeszcze papież nie wyjechał, a podnosiły się głosy wśród publicystów, dziennikarzy, komentatorów, że papież nie powiedział nic nowego! Że my to wszystko znamy. Kto nie zna dziesięciu Bożych przykazań? Że od papieża należałoby raczej oczekiwać czegoś nowatorskiego, i ukierunkowującego wyraźnie ku przyszłości Polski osadzonej, w perspektywie wtedy, we wspólnocie europejskiej. Zaczęto mówić, że właściwie papież cofa nas do tyłu. Że papież jest swoistym konserwatystą. Otóż nie pasowały papieskie katechezy do tego wzorca, do tego modelu społeczeństwa pluralistycznego, obywatelskiego, demokracji, liberalizmu itd. który już wtedy wyraźnie się zaznaczał.

    bardzo gorzkie słowa Jana Pawła II, które zostały zapisane w książce ,,Przekroczyć próg nadziei”, stanowiącej zapis rozmowy Jana Pawła II z włoskim dziennikarzem Vittorio Messorim. Ta książka ukazała się w roku 1994. Rozmowa miała miejsce w roku 1993, a więc dwa lata po pobycie Jana Pawła II w Polsce. I wtedy papież już będąc w Rzymie, w Watykanie, oglądając się wstecz na tę swoją pielgrzymkę powiedział tak:

    Kiedy podczas ostatnich odwiedzin w Polsce wybrałem jako temat homilii Dekalog oraz przykazanie miłości, wszyscy polscy zwolennicy ,,programu oświeceniowego” poczytali mi to za złe. Papież, który stara się przekonywać świat o ludzkim grzechu, staje się dla tej mentalności persona non grata.

    Staje się osobą niepożądaną! Czy można sobie wyobrazić bardziej gorzkie słowa, słowa samego papieża dotyczące jego obecności w jego własnej Ojczyźnie? Nazywa tych, u których napotkał na opór, zwolennikami ,,programu oświeceniowego”, którzy we własnej Ojczyźnie sprawili, że dla tej mentalności stał się persona non grata.

    http://wch-biblijne.com.pl/index.php/2015-2016/9-2015-2016-1-dlaczego-jeszcze-raz-dekalog

    „nasza refleksja nad Dekalogiem jest w naszych czasach niezbędna.”


  • 21 września Żywot świętego Mateusza, apostoła i Ewangelisty

    (żył około roku Pańskiego 69)

    Nad uroczym jeziorem. Genezaret, w miejscu gdzie krzyżowały się wszystkie trakty i gdzie kupcy ładowali towary, leżało zamożne miasto Kafarnaum. Za czasów Chrystusa była Palestyna pod rządem rzymskim, który nakładał na żydów ogromne podatki i cła. Celnicy byli przedmiotem największej nienawiści żydów z powodu chciwości i ucisku, jakiego się dopuszczali. Takim celnikiem w Kafarnaum był Lewi, syn Alfeusza, który później z pokory i wdzięczności dla Zbawiciela nazwał się Mateuszem, to jest „darem Bożym”. W Kafarnaum przebywał Chrystus często czas dłuższy, miewał kazania w synagodze albo nad brzegiem jeziora i działał wiele cudów; stąd też nazywało się Kafarnaum „Jego miastem”.

    Pewnego dnia wyszedł Jezus nad jezioro, aby nauczać. Gdy wracając przechodził około domu celnika Mateusza, przystanął i wezwał go, aby z Nim poszedł. Mateusz powstał i usłuchał wezwania. Św. Hieronim mówi: „Blask wyższego dostojeństwa, promieniejący na obliczu Zbawiciela, wzruszył celnika i pociągnął go do Boga-Człowieka. Pokonawszy wstrzymujące go trudności, wyrzekł się nieprawych zysków i chęci zbogacenia się i został gorliwym zwolennikiem Chrystusa”. Inni Ojcowie Kościoła mówią: „Nie namyślał się Mateusz, nie ociągał i nie zwlekał. Nie mówił: „Wprzód muszę zamknąć rachunki, pościągać długi, uregulować interesy”, nie zastanawiał się nad tym, co ludzie o nim pomyślą i jak ten krok ocenią, lecz wstał, porzucił wszystko, nie dbając co stąd wyniknie, i poszedł za Chrystusem”. Jak zrazu on, tak żyje wielu z nas, troszcząc się tylko o zysk i korzyści. Obok nich przechodzi Pan Jezus i woła na nich sam, albo przez sługi swoje: „Chodźcie za Mną, jak Mateusz!” Jeśli nie posłuchają głosu, Pan ich pomija.

    Przejęty radością wyprawił Mateusz solenną ucztę pożegnalną dla przyjaciół i kolegów i zaprosił na nią Jezusa. Faryzeusze i uczeni, czuwający zazdrośnie nad każdym krokiem Jezusa, ganili Go, mówiąc: „Patrzcie, ten przestaje z grzesznikami i celnikami i jada z nimi!” Czynili nawet wyrzuty i uczniom Jezusowym: „Jakże może Mistrz wasz pić i jadać z celnikami?” Odpowiedział im Pan Jezus: „Zdrowi nie potrzebują lekarza, lecz chorzy. Idźcie i nauczcie się, co to znaczy: „Pragnę miłosierdzia dla bliźniego, nie ofiary; nie przyszedłem bowiem nawoływać sprawiedliwych, lecz grzeszników”. Stał się więc Mateusz gorliwym zwolennikiem Boskiego Mistrza i nieodstępnym towarzyszem na wszystkich drogach Jego.

    Po Wniebowstąpieniu i Zesłaniu Ducha św. działał Mateusz wraz z innymi apostołami lat kilka w Palestynie i cieszył się z nimi że może cierpieć dla Chrystusa. On pierwszy pisał o życiu i mękach Pana Jezusa w języku syrochaldejskim dla chrześcijan żydowskich i nadał dziełu swemu tytuł „Ewangelia”, tj. „wesoła nowina”.

    Święty Mateusz, apostoł i Ewangelista

    Gdy się apostołowie rozstali i rozeszli po świecie, Mateusz udał się do Arabii, gdzie wśród niesłychanych trudów, mozołów i prześladowań głosił naukę Chrystusa, wiodąc (jak mówi Klemens Aleksandryjski) życie pełne umartwień. W mieście Myrmene sponiewierano go okrutnie, oślepiono, zakuto w ciężkie kajdany i wrzucono do więzienia, aby w kilka dni potem zabić go na ofiarę bożyszczom pogańskim, ale Bóg przywrócił mu wzrok, wywiódł go z więzienia i skierował jego kroki do Etiopii, leżącej pomiędzy Egiptem a Abisynią. Tu musiał stoczyć walkę z dwoma czarownikami. Wyszedł z niej zwycięsko i znalazł posłuch u ludu. Przez skarbnika królowej Kandaki, ochrzczonego przez diakona Filipa, uzyskał dostęp do pałacu królewskiego w czasie żałoby po śmierci młodego następcy tronu Eufranana. Mateusz przywrócił mu życie, a nieposiadający się z radości król rozesłał po całym kraju gońców, aby wszystkim obwieścili: „Przybywajcie do stolicy i oglądajcie jednego Boga, który nam się pojawił w postaci ludzkiej”.

    Zbiegło się ogromne mnóstwo ludu, przynosząc rozmaite kadzidła, a Mateusz przemówił do nich: „Nie jestem Bogiem, ale sługą Jezusa Chrystusa, Syna Boga żywego, w Imię którego wskrzesiłem zmarłego syna króla waszego. Chrystus mnie przysłał abym wam wskazał drogę szczęścia wiekuistego”. Słowa te zostały dobrze przyjęte, wkrótce bowiem nawróciła się większa część narodu do chrześcijaństwa. Apostoł utwierdził nową wiarę, budując kościoły i mianując biskupów i kapłanów jako jej stróżów i głosicieli. Gorliwość nowonawróconych doszła do tego stopnia, że najstarsza córka monarchy Ifigenia ślubowała dozgonne dziewictwo, a z nią wiele panien wysokiego rodu, pragnących dojść do doskonałości chrześcijańskiej. Po śmierci króla zasiadł na tronie bratanek zmarłego Hyrtakus, a chcąc sobie zabezpieczyć berło, starał się o rękę królewny. Ifigenia dała mu odmowną odpowiedź, oświadczając, iż chce zakończyć życie w stanie panieńskim. Hyrtakus zażądał od Mateusza, aby jej wybił ten zamiar z głowy, a gdy apostoł nie chciał tego uczynić, nasłał na niego swych siepaczy z poleceniem, aby go zabili. Nie zastawszy go w domu, poszli żołdacy do kościoła i przebili go włócznią, gdy odprawiał ofiarę Mszy świętej.

    Ciało Świętego złożono w kościele, a w roku 930 przeniesiono do Salerno we Włoszech, gdzie go czczą jako patrona diecezji i miasta.

    Nauka moralna

    Chociaż Pan Jezus nauczał tylko ustnie i nie polecił apostołom spisywać swych kazań i nauk, mimo to czterech z nich, tj. Mateusz, Marek, Łukasz i Jan, pozostawiło nam „Ewangelie”, czyli księgi nieocenionej dla każdego chrześcijanina wartości.

    1) Ewangelie święte są świadectwem objawienia Boskiego. Sprawozdania te o osobie, nauce i dziełach Zbawiciela powstały „pod bezpośrednim wpływem Ducha świętego, jedynego i prawdziwego zwiastuna prawdy”, stanowią przeto Boskie świadectwo o życiu, cierpieniach i czynach Boga-Człowieka, i są żywym słowem nauki, zbudowania i przeświadczenia w najważniejszej i najpotrzebniejszej sprawie szczęścia wiekuistego. Pożywiajmy się przeto tym drogocennym i życiodajnym pokarmem.

    2) Ewangelie są oryginalnym i niewątpliwym świadectwem, jakie dali pierwsi apostołowie Chrystusa o swym Mistrzu i Panu; zawierają, one nauki uczniów, którzy widzieli Chrystusa, słuchali słów Jego i towarzyszyli Mu na każdym kroku. Z Ewangelii przekonać się możemy o zgodzie i harmonii nauki teraźniejszego Kościoła z głoszonymi przez Pana Jezusa prawdami.

    3) Ewangelie święte nie podają nam wiadomości o wszystkim, czego Pan Jezus nauczał i co zdziałał, ale z drugiej strony zawierają wiele drogocennych rzeczy, których podanie ustne nie mogłoby tak ściśle przechować aż do naszych czasów. Ewangelie stawiają nam przed oczyma tak wierny, jasny i prawdziwy obraz osoby, nauk i czynów Boskiego Zbawiciela, jaki tylko świadkowie naoczni za pomocą i przyczyną Ducha świętego nakreślić zdołali. Obraz taki ma niezawodnie nieocenioną wartość!

    Modlitwa

    Niech nas wspomagają, Panie, modły apostoła Twego i Ewangelisty Mateusza, a czego ułomność nasza utrzymać nie zdoła, niech za jego wstawieniem się dane nam będzie. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.


  • 20 września. Żywot błogosławionego Władysława z Gielniowa, bernardyna

    (żył około roku Pańskiego 1440)

    Rozważając zasługi, jakie nasi święci i błogosławieni w swym życiu doczesnym położyli dla Kościoła i narodu polskiego, jedno z pierwszych miejsc przyznać musimy błogosławionemu Władysławowi z Gielniowa, wybitnemu krzewicielowi słowa Bożego i pieśni religijnej w języku ojczystym.

    Błogosławiony Władysław – ze chrztu świętego Jan – urodził się w roku 1440 w Gielniowie koło Opoczna, w pobożnym i dobrej sławy zażywającym domu mieszczańskim. O początkowych kolejach jego życia, wychowaniu i wykształceniu, a nawet o pierwszych latach życia w zakonie nie da się nic powiedzieć. Wiadomo tylko, że uczęszczał na uniwersytet krakowski. Do zakonu wstąpił w połowie roku 1462 w Warszawie. Po roku próby złożył uroczyste śluby zakonne, po czym przeniesiony został na studia teologiczne do klasztoru w Krakowie.

    Kierownikiem zakonnego studium teologicznego był podówczas Jan Vitreator, wzorowy zakonnik, mąż wielkiej nauki i znakomity kaznodzieja. Władysław, młodzieniec zdolny i żądny wiedzy a zarazem pobożny i cnotliwy, mając tak wytrawnego mistrza, bez trudu przyswajał sobie umiejętności Boże i pogłębiał swój umysł, a równocześnie szybko postępował po drodze doskonałości chrześcijańskiej. Gdy ukończył studia, dopełniła miary zasobów jego duszy łaska sakramentu kapłaństwa. Wkrótce potem zwierzchność zakonna powierzyła mu urząd kaznodziei i skierowała go z powrotem do klasztoru w Warszawie. Na tym stanowisku okrył się Władysław sławą najznakomitszego kaznodziei bernardyńskiego wieku XV, nie poprzestał jednak na tym i zaczął rozwijać żywą działalność w innej jeszcze dziedzinie – dziedzinie pieśni religijnej w języku ojczystym.

    Gorący czciciel Męki Pańskiej, uwielbił ją w pieśni „Żołtarz (psałterz) Jezusów czyli piętnaście rozmyślań o Bożym umęczeniu”, zaczynającej się od słów „Jezusa Judasz sprzedał za pieniądze nędzne”. Pieśń ta, jak widać z tytułu, liczyła pierwotnie piętnaście zwrotek, z których każda rozpoczynała się od słowa „Jezus”, ale w czasach późniejszych, w wieku XVI i XVII, rozszerzono ją do zwrotek dwudziestu siedmiu. Z początku śpiewano tę pieśń przed kazaniem lub po nim; później przy obchodzie stacji Męki Pańskiej, a w wieku XVI i XVII była ona już tak znana i powszechnie używana, że znajdujemy ją we wszystkich ówczesnych kantyczkach. Oprócz tej pieśni poświęcił Władysław Męce Pańskiej i Chrystusowi Panu kilka innych, jak „Pieśń trzecią o Męce Pańskiej”, „O ciało Boga żywego”, „O siedmiu słowach Chrystusa” i „O gniewie Pańskim”, a przeciw poganom – Tatarom i Turkom – ułożył i kazał śpiewać po klasztorach bernardyńskich antyfonę „Jezus Nazareński, król żydowski”.

    Wielki miłośnik krzyża Chrystusowego, był Władysław z Gielniowa – jak wszyscy synowie św. Franciszka serafickiego – również żarliwym czcicielem Najświętszej Maryi Panny, toteż i tej czci nie omieszkał wyrazić pieśnią. Spod jego pióra wyszło kilka śpiewów maryjnych i godzinki o św. Annie, matce Najświętszej Panny, a w zakonie bernardyńskim do dziś dnia żyje tradycja, że ułożył również pierwsze polskie godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Był to prawdopodobnie przekład oficjum czyli pacierzy kapłańskich o Niepokalanym Poczęciu, ułożonych z polecenia papieża Sykstusa IV w roku 1475, albo też przeróbka starego oficjum o Najświętszej Pannie, od dawna co dzień odmawianego po klasztorach bernardyńskich. Czy ta tradycja odpowiada prawdzie, nie podobna stwierdzić, bo godzinki Władysławowe, jeśli istniały, nigdy nie były drukowane, a gdy w sto lat później ksiądz Jakub Wujek, jezuita, dokonał nowego tłumaczenia tego pięknego nabożeństwa, poszły w zupełne zapomnienie.

    Oprócz tego błogosławiony Władysław napisał „Pieśń bernardyńską o należytym przestrzeganiu dziesięciorga przykazań Bożych”, a wreszcie ułożył prozą i wierszem żywoty błogosławionych Szymona z Lipnicy i Jana z Dukli, oraz hymny ku czci świętych Pańskich na cały rok, które były przedmiotem nauki w szkołach.

    Drugą zasługą błogosławionego Władysława o szerszym znaczeniu kościelnym, społecznym i narodowym było założenie w roku 1470 w Warszawie polskiego bractwa św. Anny. Aż do tego czasu nie było w Polsce bractw kościelnych o czysto polskim charakterze i szerszych celach. Większość tych stowarzyszeń odprawiała swe nabożeństwa po niemiecku, niektóre po łacinie, a cele miały albo wyłącznie dewocyjne, albo też z ćwiczeniami pobożnymi łączyły uczynki miłosierdzia. Były to stowarzyszenia bez wątpienia pożyteczne, nie miały jednak większego znaczenia społecznego, bo ani ich działalność dobroczynna, ani pobożne praktyki ich członków, mające na celu własne uświątobliwienie, nie mogły się poważniej przyczynić do naprawy ówczesnych smutnych stosunków religijnych i obyczajowych. Był to wprawdzie wiek, który dał Polsce cały szereg świętych, ale jak w całym ówczesnym świecie katolickim – choć w stopniu znacznie mniejszym – zła w Polsce nie brakowało, bo jak wszędzie indziej szerzyła się żądza używania, bezprawie, ucisk słabszych, lichwa i oszustwo, a zarazem coraz więcej ludzi zaczynało zrywać z Bogiem i szukać pomocy u sił nieczystych. Władysław okazał się człowiekiem szerszych horyzontów, nie poprzestał bowiem na sumiennym spełnianiu obowiązków duszpasterskich, lecz stanął do walki ze złem na rozleglejszej płaszczyźnie, szerząc nowe bractwo, którego celem obok chwały Bożej była praca nad moralnym odrodzeniem społeczeństwa.

    Ustawy dotyczące postępowania członków bractwa św. Anny w życiu codziennym były niezmiernie proste, wskazywały jednak wszystkie drogi wiodące do chrześcijańskiej doskonałości. Właściwe przepisy dotyczyły chwały Bożej oraz postępowania członków. Te były następujące: Członkowie mają unikać pijaństwa, zgorszenia i obmowy, tak jak się unika najszkodliwszej choroby. Nie wolno nikomu wyrządzać krzywdy ani słowem ani też uczynkiem. Trzeba się starać być użytecznym dla wszystkich, a to pociechą, radą, poparciem i datkiem. Należy godzić zwaśnionych. Mieć dobre zdanie o wszystkich. Unikać oszukaństwa, podejścia i wszelkiej niesprawiedliwości. Ze wszystkimi postępować szczerze i otwarcie. W szczęściu nie wynosić się i nie przypisywać sobie urojonych zasług. W nieszczęściu nie upadać na duchu, ale wzmacniać się przykładem Chrystusa Pana, Najświętszej Maryi Panny, św. Anny i wogóle tych świętych Pańskich, którzy ulegali Bogu w przeciwnościach doczesnych. W razie jakiegoś wykroczenia rzeczywiście popełnionego, członkowie powinni się nawzajem z miłością przestrzegać. Upominani powinni z wdzięcznością przyjmować przestrogi i nauki. Jeśli kto z członków usłyszy bluźnierstwo, nie powinien go pominąć milczeniem, lecz niech przeciw niemu wystąpi, z łagodnością, jaka przystoi katolikowi, jeśli zaś nie posiada potrzebnej do tego wiedzy, niech przynajmniej na znak protestu opuści towarzystwo, w którym bluźniono.

    Dalsze artykuły przepisów dotyczyły spraw organizacyjnych, a więc zarządu bractwa, wyboru starszych, składki rocznej, której wysokość każdy członek sam według swej możności oznaczał, sposobu użycia brackich pieniędzy, a wreszcie zebrań. W zakończeniu tych ustaw zalecał Władysław członkom bractwa odmawianie koronki do św. Anny, którą sam dla nich ułożył, i wzywał ich gorąco, aby się co dzień modlili za Kościół, króla i ojczyznę, i za nawrócenie błądzących.

    Dzięki takim ustawom bractwo św. Anny założone przez Władysława z Gielniowa miało znacznie szerszy zakres niż wszystkie dotąd istniejące, bo nie tylko podkreślało potrzebę starania się o chwałę Bożą, lecz także wnikało głęboko w potrzeby ducha ludzkiego i starało się go środkami na pozór zwykłymi odnowić, podźwignąć i utwierdzić w dobrym. Zarazem było pierwszym istotnie polskim bractwem na ziemiach naszych, gdyż żadne z dotychczasowych bractw nie posługiwało się w swych nabożeństwach językiem polskim.

    Dzięki staraniom Władysława bractwo św. Anny przyjęło się wkrótce przy wielu kościołach bernardyńskich, ale w okres właściwego rozkwitu weszło z chwilą, gdy w roku 1487 Władysław został obrany przełożonym polskiej wikarii bernardyńskiej, obejmującej wszystkie klasztory w Polsce, na Litwie i na Rusi. Mianowicie, chcąc ugruntować byt bractwa, przeprowadził Władysław na kapitule zakonnej uchwałę, że bractwo św. Anny ma być zaprowadzone w wszystkich kościołach bernardyńskich, tak istniejących, jak i tych, które w przyszłości powstaną; każde bractwo miało otrzymać własny kościółek pod wezwaniem św. Anny, a gdyby to było niemożliwe, to kaplicę w kościele zakonnym, a już co najmniej jeden z przedniejszych ołtarzy z tytułem i obrazem św. Anny. Dzięki tym postanowieniom bractwo św. Anny rozpowszechniło się na całym obszarze państwa polskiego, a po jakimś czasie stało się tak popularne, że nawet duchowieństwo świeckie zaczęło je wprowadzać do swych kościołów. Należeli do niego także ludzie z wyższych warstw społecznych, zwłaszcza z patrycjatu miejskiego i z duchowieństwa świeckiego.

    Błogosławiony Władysław z Gielniowa

    Jak wspomniano w roku 1487 wybrano Władysława przełożonym całego zakonu bernardyńskiego w Polsce. Pełnił ten urząd zgodnie z przepisami zakonnymi trzy lata, kładąc ogromne zasługi dla zakonu, po czym powrócił do klasztoru warszawskiego. Po sześciu latach spędzonych na pracy duszpasterskiej, modlitwie i rozmyślaniach, został ponownie powołany na stanowisko przełożonego polskich bernardynów. Spadło to na niego niespodzianie i nie sprawiło mu radości, bo jakkolwiek posiadał wszystkie zalety i przymioty, będące warunkiem pomyślnego pełnienia obowiązków przełożeńskich, nie rwał się do władzy. Niemniej z posłuszeństwa zakonnego przyjął ten nowy trud. Tym razem głównym przedmiotem jego trosk i zachodów była sprawa ożywienia pracy misyjnej na Litwie.

    Mimo, że od chrztu Litwy za Jadwigi i Jagiełły minął z górą wiek, i mimo gorliwych wysiłków misyjnych dominikanów i franciszkanów, a potem i bernardynów, ziemia ta była jeszcze bardzo słabo uchrześcijaniona i nader skąpo zaopatrzona w duchowieństwo i kościoły, a w niektórych okolicach, zwłaszcza w niedostępnych puszczach żmudzkich, znajdowało się jeszcze mnóstwo pogan. Ówczesny wielki książę litewski Aleksander, syn króla Kazimierza Jagiellończyka, postanowił położyć kres tym smutnym stosunkom i w tym celu zwrócił się do Władysława z Gielniowa z życzeniem, aby przysłał na Litwę znaczniejszą liczbę misjonarzy bernardyńskich, celem nawrócenia tych niedobitków pogaństwa i ostatecznego utrwalenia wiary chrześcijańskiej. Mieli oni pracować obok dominikanów, których równocześnie w tym samym celu sprowadził na Litwę biskup wileński Wojciech Tabor.

    Władysław zajął się tą sprawą bardzo gorliwie i w miejsce starych, znużonych wysiłkami lub chorobami braci wysłał młodych, pełnych sił i zdrowia, głównie do Połocka, leżącego już na krańcach dzierżaw litewskich, gdzie wielki książę Aleksander zaczął bernardynom budować klasztor pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny od Bram Niebieskich. Do końca budowy było wprawdzie jeszcze daleko, ale Władysław nie zważał na to i wysłał tam kilku braci z znakomitym kaznodzieją Leonem z Łańcuta na czele, gdyż Połock, podówczas główny ośrodek schizmatyckich, a po części pogańskich ziem białoruskich, stanowił niezmiernie ważne pole pracy misyjnej. Schizmatyccy Białorusini patrzyli na bernardynów z nienawiścią i dwukrotnie usiłowali im spalić klasztor, ale Leon z Łańcuta i jego towarzysze nie zważali na to i nie szczędzili trudów i ofiar, aby przełamać ich opór. Bóg pobłogosławił ich pracy, gdyż po jakimś czasie wielu błądzących zaczęło wracać do owczarni Kościoła powszechnego. Pomyślnie szła również praca misjonarzy bernardyńskich oraz dominikańskich na ziemiach rdzennie litewskich, bo dzięki ich wysiłkom nawróciło się na łono Kościoła katolickiego kilkanaście tysięcy pogan i błędnowierców. Przyznał to publicznie sam biskup wileński Tabor, zalecając podwładnemu sobie duchowieństwu świeckiemu, aby do pomocy w pracy nad ludem wzywało tylko bernardynów i dominikanów.

    Pomimo tylu zasług błogosławiony Władysław w swej głębokiej pokorze uważał się ciągle za jednego z najmniej użytecznych pracowników w winnicy Pańskiej i z tęsknotą wyglądał nowej kapituły, która go miała uwolnić od urzędu przełożonego. Stało się to w połowie roku 1499, ale zakon nie chciał się wyrzec jego usług i powierzył mu trudny i uciążliwy urząd gwardiana warszawskiego. Władysław pragnął spokoju, aby się niepodzielnie oddać chwale Bożej i przygotowaniu duszy na drogę do wieczności, mimo to jednak i teraz nie uchylił się od obowiązków, które nakładał na niego zakon, gdyż posłuszeństwo woli przełożonych uważał za jeden z najważniejszych obowiązków zakonnika i zawsze miał przed oczyma przykład Zbawiciela, posłusznego aż do śmierci krzyżowej.

    Niestrudzenie pracując, dokazał tego, że mu zawsze zostawało nieco chwili wolnych, które obracał na modlitwę i pisanie dzieł nabożnych; tutaj też napisał pełne gorącej miłości Bożej „Kazania na niedziele całego roku i na uroczystości”. Nie przestał również służyć bliźnim i jak dawniej; niestrudzenie słuchał spowiedzi i głosił słowo Boże. Sławiono go jako prawdziwego mistrza sumień i wybornego lekarza dusz, opowiadano sobie, że ktokolwiek powierzył się jego kierownictwu duchownemu, znajdował w nim najlepszego ojca i przewodnika, toteż u jego konfesjonału nigdy nie brakowało wiernych, szukających pomocy i łaski Bożej.

    Niemniej doniosły wpływ wywierały jego kazania. Łaska Boża, która go zawsze wspierała, ujmująca powierzchowność, łatwość wysłowienia, mocny i dźwięczny głos, a wreszcie głęboka wiedza i znajomość ludzkich dusz sprawiały, że wierni słuchali go chętnie i uważnie, z wielkim dla siebie pożytkiem. Prawdziwy kaznodzieja z Bożej: łaski, wszystkie kazania swoje zaczynał od słów „Jezus Nazareński król żydowski”, umiał jednak wyprowadzić z nich zawsze nowe, przepiękne nauki, które budziły świętą bojaźń w sercach słuchaczy i porywały ich ku Bogu.

    Źródłem tej głębokiej miłości bliźniego, dla której mimo podeszłego wieku nie porzucił konfesjonału i kazalnicy, była płomienna miłość Boga. Tajniki serc Świętych zakryte są przed naszymi oczyma, toteż i życie wewnętrzne błogosławionego Władysława w całej wspaniałości będziemy mogli poznać dopiero wtedy, gdy staniemy przed obliczem Boga. Tutaj mówią nam o nim tylko objawy jego cnót. Kroniki zakonne świadczą, że był wspaniałą pochodnią wiary, świętej nadziei i miłości Boga, będącej zarodkiem wszelkiej doskonałości, najwięcej jednak świadectw dotyczy jego głębokiej pokory i prawdziwego posłuszeństwa, które jest nie tylko najsilniejszym fundamentem doskonałości życia zakonnego, ale nawet w pewnej mierze niezbędnym warunkiem wiary. Gotowość do skorego posłuszeństwa zachował Władysław do ostatnich lat życia i w miarę jak się zbliżał do Boga czynił w nim coraz większe postępy. W roku 1504 ojcowie zebrani na kapitule w Krakowie, z uwagi na jego podeszły wiek i wielkie zasługi dla zakonu, postanowili go uwolnić od wszelkich obowiązków w kościele i w klasztorze. W tym celu wysłali do niego ojca Stanisława ze Słupi, aby go o tym zawiadomił i zapytał, w którym klasztorze chciałby zamieszkać i którego braciszka chciałby mieć do usługi. Władysław, usłyszawszy to, odrzekł ze zdumieniem i smutkiem: „Cóż wy mówicie, ojcze Stanisławie? Każecie mi żyć według własnego zdania i własnej woli? Czyż nie wiecie, że ślubowałem posłuszeństwo do śmierci? Powiedz ojcom, że każdemu ich rozkazowi chętnie się poddam i nie wymówię się od żadnej pracy, bo jeszcze dość sił czuję w sobie. A zresztą ty, ojcze, wiesz dobrze, że każdy człowiek wszystkiego może dokonać w Tym, który nas umacnia”. Ojcowie kapitulni zbudowali się wielce tą odpowiedzią i pozostawili Władysława na stanowisku gwardiana warszawskiego, a w dowód rzetelnego szacunku wybrali go definitorem czyli członkiem rady przybocznej przełożonego.

    W Wielki Piątek roku 1505 w warszawskim kościele bernardynów według dawnego zwyczaju zakonnego odbywało się o północy uroczyste nabożeństwo ku czci Męki Pańskiej. Z kazaniem, jak co roku, wyszedł błogosławiony Władysław. Płacz i westchnienia napełniły cały kościół, bo świątobliwy kaznodzieja, z twarzą wychudłą od postów i nocnego czuwania, miał w sobie coś nadludzkiego, a każde jego słowo, pełne najgorętszej miłości Chrystusa, drgało smutkiem i boleścią nad srogą męką Pana. Doszedł wreszcie do sceny biczowania Zbawiciela, tu jednak zabrakło mu już słów. Więc padł na kolana i utkwiwszy oczy zalane łzami w obrazie, wyobrażającym Chrystusa przywiązanego powrozami do słupa, począł powtarzać Jego imię. I wtedy stał się cud. Ujęty niewidzialnymi rękoma uniósł się Władysław w powietrze i pozostał tak jakiś czas w niemym zachwyceniu. Gdy po chwili, spłynął powoli na kazalnicę, był tak osłabiony że nie mógł ani słowa przemówić, odniesiono go zatem do lecznicy. Odtąd nie opuszczał już łoża. Dogasał powoli, modląc się i rozmyślając, aż wreszcie 4 maja roku 1505, zaopatrzony św. sakramentami, oddał swą piękną duszę Bogu.

    Zwłoki błogosławionego Władysława, stosownie do życzenia jakie wyjawił przed śmiercią, pochowano według zwyczaju w ziemi, pod posadzką chóru zakonnego. Wskutek licznych cudów, jakie się działy za jego przyczyną, papież Benedykt XIV ogłosił go Błogosławionym.

    Nauka moralna

    Jednym z najpotężniejszych środków do obudzenia w sercach naszych gorącej miłości Boga i prawdziwej pobożności jest rozpamiętywanie Męki Zbawiciela. Tam się uczymy, jak bardzo Bóg umiłował świat, jak wielkim złem jest grzech, który aby zmazać, potrzeba było męki i śmierci Boga-Człowieka. Tam także uczymy się, jak bardzo powinniśmy czuwać nad sobą, aby nie zmarnować tych skarbów łask, które nam Pan Jezus męką i śmiercią swoją wyjednał.

    Modlitwa

    Boże, któryś błogosławionego Władysława obdarzając wysoką doskonałością zakonną, jasnym świecznikiem w Kościele naszym uczynił, spraw miłościwie, abyśmy za jego przykładem we wszelkich cnotach wzrostu nabierali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Bogiem Ojcem wraz z Duchem świętym żyje i króluje w Niebie i na ziemi po wszystkie wieki wieków. Amen.

    Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1910r.